Start Myśl Polska Dziennik Magdy Braun (4)

Dziennik Magdy Braun (4)

Drodzy czytelnicy, wracam do pisania dziennika. Temat sam się narzuca – Ukraina. Spośród wielu dziesiątków publikacji jakie ukazały się w tych tygodniach, wybrałam kilka najbardziej charakterystycznych, choć przydałoby się ogłosić Białą Księgę, w której uwieczniono by kolejny akt polskiej choroby trawiącej rodaków od co najmniej XVIII wieku.



Na początek naszego przeglądu przykład wyjątkowy, swego rodzaju rasizmu. Bogusław Chrabota, naczelny „Rzeczypospolitej”, tak sobie wytłumaczył nurtujący go problem – dlaczego nie wszyscy Ukraińcy chcą do „Europy”. Wydawało mu się to tak niesłychane i nieprawdopodobne, że postanowił wyjaśnić to zjawisko. Oto „produkt” jego wysiłku umysłowego:


„Czy cała Ukraina [chce do Unii]? – Nieprawda, niecała. Starsi, co tęsknią za Związkiem Radzieckim, kołchoźnicy, wyrobnicy hut i kopalń Europy nie chcą, bo się boją! A boją się, bo jej nie rozumieją. Nigdy nie byli na Zachodzie. Nawet w Polsce. Przecież wbijano im do głowy od sowieckiego przedszkola, że kapitalizm jest zły, że to wyzysk człowieka przez człowieka, że tam bezdomni, bezrobocie i brutalna policja. Więc jak mają się nie bać? Co to dla kołchoźnika spod Charkowa wolność? Może sobie poczytać Camusa czy Sołżenicyna, którzy kiedyś byli zakazani? Kpiny. On nawet nie wie, że tacy istnieli. Telewizor to cały jego świat. A w nim tornada, huragany, tonie Nowy Orlean, tsunami się przetacza po wyspie Phuket, płoną lasy Kalifornii. Więc otwiera kolejną flaszkę taniej wódki i mówi do żony: Ot świat! Patrz, jak w świecie strasznie! A u nas spokojnie i cicho. Najwyżej hula wiatr w dziurach wypłukanych przez deszcze w wielkiej płycie. Achmetow dobry człowiek. Daje zarobić na ten chleb i sało. I stadion wybuduje. Po co nam Europa!!! Tacy są prości ludzie na Ukrainie”.


Przyznajmy, że to ciężki przypadek, arogancji, chamstwa i głupoty. Mieści się on wszakże w schemacie, jaki nam się narzuca – po jednej stronie światli, wykształceni i pragnący przemian cywilizacyjnych (tak naprawdę to słowo wytrych i nigdy nie precyzuje się, co oznacza), a po drugiej kołchoźnicy, stalinowcy, bandyci i agenci Moskwy. To właśnie sprawiło, że w przekazach mediowanych dziennikarze-manipulatorzy jak ognia unikali informowania, że ton protestom na Majdanie nadają banderowcy radykałowie, watażkowie trenujący sporty walki a może i zabijanie w lasach zachodniej Ukrainy, bojówkarze UNA-UNSO i szowiniści z partii „Swoboda”. Jak na „europejskie wartości”, to towarzystwo trochę egzotyczne i niewygodne. Ale po co informować o tym polskiego odbiorcę? Więc mamy chrabotyzm, żenujące wypociny pseudodziennikarstwa.


Skąd się to bierze, to temat złożony, ale szukać odpowiedzi należy w analizie stanu umysłowego tzw. elit, głównie chowu solidarnościowego. Jako kliniczny przykład tego myślenia niech posłuży wzniosły Apel „do braci Ukraińców” autorstwa Stowarzyszenia Wolnego Słowa napisany 12 grudnia 2013 roku. Czytamy tak takie oto rzeczy:


Do Braci Ukraińców!


Zwracamy się do Was z wyrazami solidarności w 32. rocznicę wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, który na 8 lat zablokował wolnościowe dążenia Polaków. My, działacze podziemia solidarnościowego i antykomunistycznego, wiemy jaką cenę przychodzi płacić za prawo do wyrażania własnych poglądów. Wiemy też jak ważna jest międzynarodowa solidarność z tymi, którzy dla walki o takie uniwersalne wartości, jak demokracja i wolność słowa, decydują się podjąć najwyższe ryzyko.


Dlatego pragniemy wyrazić Wam swoje najwyższe uznanie i szacunek. Dziś, kiedy oglądamy zdjęcia z Kijowa, stają nam przed oczami identyczne obrazy z pacyfikacji strajkujących zakładów w Polsce sprzed ponad trzydziestu lat. Dziś wiemy, że te brutalne działania milicji nie zdołały w nas zdławić wolnego ducha. Trzeba było zaledwie kilku lat by ci, którzy do walki ze społeczeństwem wysłali wojsko i milicję, odeszli na śmietnik historii.


Życzymy Wam siły w Waszej walce i zapewniamy, że zrobimy wszystko, co leży w naszej mocy aby Wasza walka o wolność zakończyła się sukcesem. Życzymy Wam zwycięstwa nad tymi wszystkimi, którym wydaje się, że milicyjna pałka może zastąpić demokrację”.


Mamy tu ciężki przypadek niemożności wyzwolenia się od wspomnień z przeszłości i przykrawanie każdego wydarzenia współczesnego do tego, co się przeżyło przed laty. Typowy syndrom ludzi konspiracji. Już Roman Dmowski, opisując na początku wieku XX socjalistów z PPS wyrokował, że ludzie tkwiący przez lata w podziemiu i konspiracji nigdy nie będą się nadawać do pracy w normalnym państwie. Będą niewolnikami przeszłości. Historia się powtarza, znowu jesteśmy zamęczani wzniosłymi apelami i oświadczeniami, w których nie ma żadnego konkretu poza potokiem sloganów, wśród których na czoło wysuwa się słowo „wolność”.


Można by zapytać – a co to słowo konkretnie oznacza? No bo wtłoczenie Ukrainy w ramy Unii Europejskiej chyba wolnością nie jest? Wydaje się, że tylko jedno wytłumaczenie tego słowa jest prawdziwe. Ta „wolność” oznacza odseparowanie się od Rosji, uwolnienie się od związków z nią, otoczenie się murem chińskim. To jest ta „wolność”, wolność od Putina. To że się wpadnie w zależność jeszcze większą? To nie ma znaczenia. I mamy coraz więcej symboli tej „wolności” – złodziej Chodorkowski i zepsute do cna gówniary z Pussy Riot. To są nowe „ikony” zachodniej „cywilizacji”, a w tym towarzystwie jest także lider banderowskiej „Swobody” – Oleg Tiahnybok.


I na koniec Piotr Piętak, polemizujący z naczelnym „Myśli” (tekst „Nauki z majdanu…” na str. 5) na portalu prawica.net. Pisze:


„Łączy mnie – nas – z Ukrainą wspólna historia i to historia, która datuje się od połowy XIV wieku. 600 lat – to trochę więcej niż wspólna historia Rosji i Ukrainy. Polacy na Ukrainie żyli, gospodarzyli, gdzie się nie obejrzę spotykam znajomych, których tradycje rodzinne są powiązane z tymi ziemiami. Mam to wykreślić z świadomości? Mam zapomnieć? Nie. Nie mogę i nie umiem zapomnieć o naszej wspólnej historii. Można ja kochać. Można ją przeklinać, ale ona istnieje i będzie istniała zawsze (…) Tak, jestem dumny z polskich polityków. Tak, pragnę aby Ukraina znalazła się w Europie. Gdy patrzyłem kilka dni temu w ekrany telewizorów, gdy słuchamy przemówień J. Kaczyńskiego i A. Michnika, gdy ze zdumieniem czytałem premiera Tuska, który korygował nieszczęsną wypowiedź Sikorskiego, to czułem że brałem udział w Historii, że na naszych oczach rozgrywa się dramat narodów Europy Wschodniej, który rozpoczął się kozacką rewolucją w 1648 (…) Zarówno J. Kaczyński i premier Tusk zachowują się tak, jakby czuli na sobie spojrzenie Historii. Tak Ukraina w UE to spełnienie marzeń Polaków. W przyszłości to naszą postawę będą Ukraińcy pamiętali. I jeszcze raz powtórzę: poparliśmy Ukrainę z Majdanu bo łączy nas 600 lat historii i tego faktu nikt nie przekreśli”.


Hmm… sięganie aż 600 lat wstecz i te zaklęcia o udziale w Historii brzmią trochę śmiesznie a trochę strasznie. Akurat do tych 600 lat współżycia to bym tak bardzo nie nawiązywała – bo łatwo wykazać, że było to jedno wielkie pasmo rzezi, powstań, buntów chłopskich, wreszcie ludobójstwa na Wołyniu. Nie o to jednak chodzi – odwoływanie się do tradycji I Rzeczypospolitej jest bijącym w oczy anachronizmem, tak było już w wieku XIX, a co dopiero teraz. Teraz liczą się brutalne fakty – bilans zysków i strat. Czy w imię „dokopania Rosji” nasi „wolnościowcy” nie traktują czasem tej uwielbianej niby Ukrainy jak narzędzia, jak mięsa armatniego? Dlaczego jej tak źle życzą? „Marzenia” zamiast Realpolitik kończą się zawsze tak samo – klapą i rozczarowaniem. Tylko po co w to wszystko wciągać państwo polskie?


Magda Braun

Nr 1-2 (5-12.01.2014)

Komentarze

Imię/nick *
URL
Kod   
Wyślij komentarz