Start Myśl Polska Czerwono-czarna rewolucja, czyli polityczne szaleństwo PiS

Czerwono-czarna rewolucja, czyli polityczne szaleństwo PiS

Tego jeszcze nie było: Jarosław Kaczyński, do niedawna lider parlamentarnej opozycji wobec rządu i PO-rządków w III RP, chwalony jest dziś przez swych (do niedawna) największych wrogów. Donald Tusk Kaczyńskiemu dziękuje, Adam Michnik chwali i nazywa „prawdziwym patriotą”. Czemu prezes PiS zawdzięcza taki nagły przypływ sympatii ze strony swych „politycznych przeciwników”?


Otóż zawdzięcza je swym zaangażowaniem w nową odsłonę tzw. pomarańczowej rewolucji na Ukrainie. Tam – na Ukrainie – Kaczyński wspiera tamtejszych „lemingów” i zaciekłych zwolenników integracji z UE. W tym zadziwiającym widowisku szef największej partii opozycyjnej przemawia jednym głosem i z PO, i z Aleksandrem Kwaśniewskim, i z mainstreamowymi mediami z TVN-em i „Gazetą Wyborczą” na czele. PiS z godnymi lepszej sprawy entuzjazmem i energią wspiera bunt na nazwanym tam przez media „Euro-Majdanie”, zachowując się przy tym, jakby walczył nie tylko o polską rację stanu, ale i bronił naszej niepodległości, uważając wsparcie dla obozu antyprezydenckiego na Ukrainie za wyznacznik polskiego patriotyzmu i realizmu politycznego.

 

 

W tym karkołomnym sojuszu prezesa i jego partii z głównymi ośrodkami władzy i przekazu medialnego w Polsce najbardziej drażniącą kwestią jest przemilczany powszechnie u nas fakt, że główną siłą napędową tego buntu są środowiska skrajnie antypolskie, postbanderowskie, neonazistowskie i ksenofobiczno-nacjonalistyczne. Oczywiście można się dziwić i zastanawiać, jak to jest, że mniej więcej 80% sztandarów i flag nad Majdanem to symbole i barwy UPA oraz nacjonalistycznej „Swobody” – przecież partia ta jedynie w obwodzie lwowskim i tarnopolskim w wyborach samorządowych 2010 zdobyła aż 25-35% głosów, a w całej Ukrainie środkowej i wschodniej w przedziale 0 do 3% (średnio w skali całego kraju: mniej niż 5%). Dlaczego więc na podstawie zdjęć i nagrań z Kijowa odnosimy wrażenie, że tłum na Majdanie tworzą niemalże wyłącznie zwolennicy „Swobody”, neobanderowcy i  neonaziści spod znaku OUN-UPA i dywizji SS „Galicja”? Odpowiedzi mogą być co najmniej dwie. Pierwsza: obraz tłumu na Majdanie jest mylący, i oceniamy nastroje całego, 45-milionowego kraju na podstawie 100 tysięcy demonstrujących. Druga – zasłyszana od mieszkańca Kijowa: stawka dzienna za demonstrowanie pod flagami UE, „Udaru” pięściarza Kliczki czy „Swobody” wynosić ma 10 Euro…


Tak czy inaczej – zdjęcia nie kłamią. Ta „rewolucja” nie jest pomarańczowa, ona jest czerwono-czarna, czyli brunatna. Jej główną siłę tworzą neobanderowcy, zwolennicy „Swobody”, spadkobiercy Bandery i Konowalca, OUN i UPA, ideologiczni pogrobowcy sprawców Rzezi Wołyńskiej, ukraińskich ochotników z dywizji Waffen SS „Hałyczyna”, Legionu Ukraińskich Nacjonalistów (batalionów SS „Nachtigall” i „Roland”), licznych cywilnych ochotników, mordujących na Kresach Polaków, Żydów i radzieckich partyzantów, i innych nazistowskich kolaborantów. Słusznie stwierdził ks. Tadeusz Sakowicz-Zaleski, że w tym roku nie pójdzie w marszu 13 grudnia razem z Jarosławem Kaczyńskim, ponieważ ten 11 lipca nie wziął udziału w marszu pamięci 11 lipca, zorganizowanym przez rodziny pomordowanych przez UPA i dywizję SS „Galizien”, a w podobny sposób zachowywał się śp. Prezydent Lech Kaczyński – obydwoje za to wspierali „pomarańczowego” prezydenta Ukrainy Juszczenkę, który krwawych zbrodniarzy Banderę i Szuchewycza ogłosił bohaterami Ukrainy, a innych kolaborantów i ludobójców udekorował orderami państwowymi. Teraz w Kijowie Jarosław Kaczyński staje pod czerwono-czarnymi flagami UPA i u boku banderowcy i faszysty Oleha Tiahnyboka (lidera „Swobody”), który nie tylko hańbi pamięć o pomordowanych Polakach, Ormianach i Żydach, gloryfikuje pamięć o SS i Gestapo, ale i domaga się oderwania 19 południowo-wschodnich powiatów od Polski. Jeszcze w lipcu wydawało się, że PiS walczy o to, by zbrodnię wołyńską uznać za ludobójstwo – teraz jego prezes maszeruje ramię w ramię z szefem antypolskiej, antysemickiej, neonazistowskiej „Swobody” i przemawia pod flagami zbrodniarzy z UPA.


I dlatego właśnie tak bardzo boli entuzjazm, z jakim PiS i Jarosław Kaczyński starają się nam wmówić, że naszym patriotyzmem i honorem jest wspieranie „Euro-Majdanu”. Niby zgodnie z starym hasłem „Za wolność naszą i waszą”, tylko że nie o wolność tutaj chodzi, a o fałszywą ideologię polityczną, która dawno wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem i realizmem, przybierając postać fanatycznego zacietrzewienia. Prezes PiS wyznaje tzw. ideę jagiellońską, albo raczej jej mutację, polegającą na założeniu, że należy za wszelką cenę osłabiać, rozbijać i odsuwać na wschód Rosję, by przeszkodzić jej rzekomym ambicjom imperialnym. Czyli – obrona poprzez atak (tę zasadę w odniesieniu do Rosji wyznawał także Marszałek Piłsudski). Żeby Rosję osłabić i odsunąć, potrzebny jest „kordon sanitarny” - łańcuch buforów, mających ochraniać Polskę od wschodu. To, czy te „bufory” chcą pełnić tą funkcję, i czy w ogóle pragną takiej „niepodległości”, pozostawało sprawą drugorzędną.


Historycznie ta koncepcja się nie sprawdziła – w latach międzywojennych wspierane przez Piłsudskiego siły polityczne na wschód od polskiej granicy nie cieszyły się ani wystarczającym poparciem społecznym wśród własnej ludności, ani nie posiadały wystarczających sił i środków, by stworzyć własne państwo. Potem okazało się jeszcze, że nastawieni „niepodległościowo” Ukraińcy czy Litwini przynajmniej tak samo mocno, jak Rosjan, nienawidzą Polaków, Żydów… Trudno na takim gruncie opierać sojusze polityczne – brutalnie pokazały to doświadczenia lat II wojny światowej, podczas której i Ukraińcy, i Litwini kolaborowali z nazistowskimi Niemcami, wykonując dla nich „brudną robotę”, barbarzyńsko wymordowując tysiące niewinnych Polaków, kobiet, dzieci, starców…


Ale o tym wszystkim Jarosław Kaczyński nie pamięta. On chce jednego: robić na złość Rosji, przeszkadzać jej, drażnić. Idąc taką drogą, może wspierać ukraińskich neonazistów i neobanderowców, wyrzekać się pamięci o pomordowanych na Kresach, zamykać oczy na kult i gloryfikację zbrodniarzy i ludobójców u swoich „sojuszników”. Może na siłę ciągnąć Ukrainę do UE, choć sam w Polsce prezentuje się jako eurosceptyk i obrońca polskiej suwerenności przed brukselsko-berlińskim superpaństwem, i choć sami Ukraińcy bynajmniej nie wybrali jednoznacznie swojej drogi i nikt im nie uświadomił, jak wygląda unijne dobrodziejstwo. To jest nie tylko obłuda, ale i zdrada. Czyli polityczne szaleństwo, które mogłoby się szybko na prezesie zemścić, gdyby te siły polityczne, które teraz tak gorliwie wspiera, faktycznie zdobyły realną władzę na Ukrainie. Żal PiS-u jako środowiska o chyba jednak szerszych horyzontach, niż fanatyczny antyrusycyzm w wykonaniu „Gazety Polskiej” i redaktora Sakiewicza, nawołującego, by w imieniu „solidarności” z Ukraińcami… bojkotować rosyjskie produkty. Może jednak ta ochocza akcja Kaczyńskiego, ramię w ramię z premierem i prezydentem, Kwaśniewskim i Michnikiem, TVN-em i „Wyborczą”, u boku ukraińskich nacjonalistów i neonazistów, a w interesie Brukseli i Berlina, przekona choć część elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, że coś tu nie gra, a prezes bynajmniej nie zawsze wierzy w to, co mówi, i nie robi tego, co dobre dla Polski.

Michał Soska

Myśl Polska, nr 51-52 (22-29.12.2013)

Komentarze

Imię/nick *
URL
Kod   
Wyślij komentarz