Start Myśl Polska Ukraina Mazepy czy Chmielnickiego?

Ukraina Mazepy czy Chmielnickiego?

Na gruzach Związku Radzieckiego powstało cały szereg państw, opartych o konkretne narody, ale jednak bez politycznych tradycji niepodległego bytowania. Największym z nich jest właśnie Ukraina, współcześnie ze stolicą w Kijowie. Rozległa jednostka polityczna, silnie usadowiona na eurazjatyckich stepach i mieszanych lasach przejściowej strefy.

Od wschodu płynie Don, a na zachodzie do Morza Czarnego uchodzi Dunaj, zaś centralną arterią jest Dniepr. Wydawałoby się zatem, iż tworzy ona republikę o idealnych możliwościach rozwojowych. Strategiczna głębia, wodne szlaki, szeroki dostęp do morza; po prostu znaczący europejski naród o dużym potencjale.

Nikt nie może zaprzeczyć tym oczywistym faktom. A jednak wiele wskazuje na to, iż Kijów boryka się z tak podstawowymi problemami, o takim natężeniu ich znaczenia oraz realnej wagi, że niwelują one, w istotnym stopniu, tkwiące w nim rozwojowe możliwości.

 

 

 

Historyczny rys


Współczesna Ukraina niepodległość uzyskała, niczym wygrany los na przysłowiowej loterii. Na dodatek za zrzeczenie się roszczeń do broni jądrowej stacjonującej na jej terytorium, otrzymała ona gwarancje własnych granic z Rosją. A przecież duży pas jej ziemi ciągnący się aż od Odessy był wcześniej miejscem rosyjskiej kolonizacji, podobnie  Krym. Ukraina w ramach polityki historycznej nie ma właściwie do czego nawiązywać. Tradycje Rusi Kijowskiej przejęła w całości Moskwa. Ukraina Dnieprzańska może utożsamiać się z Kozaczyzną, zaś zachodnia z UPA, lecz ta jest napiętnowana zbrodniczą przeszłością. Są to zbyt wątłe podstawy, by na nich budować gmach państwowo – narodowej ciągłości. Należy w tym miejscu na marginesie tego wywodu dodać, że obydwa zjawiska są w swojej najgłębszej istocie fundamentalnie antypolskie. Nie można i o tym zapominać. Jednak z historycznego punktu widzenia problem tkwi ostatecznie gdzie indziej. Po  rozkładzie średniowiecznej Rusi, na wielkich obszarach Eurazji zapanowały mongolskie porządki, które oznaczały także rozprzężenie, anarchię, upadek cywilizacyjny ówczesnego życia. Po tym ciosie Kijów już się nigdy nie podniósł.


Na obrzeżach tego świata pojawiły się za to dwa centra zbierania Ziem Ruskich. Jednym była Moskwa, drugim zaś litewscy Jagiellonowie. Te dwie potęgi w końcu zderzyły się ze sobą, jako śmiertelni konkurenci. Polska przez unię dynastyczną, następnie zaś realną z Wilnem, odziedziczyła w całości ten problem, który ją nawet całkowicie i bez reszty pochłonął. Ostatecznie tę konfrontację przegraliśmy, w efekcie czego obszar dzisiejszego ukraińskiego państwa prawie w zupełności, za wyjątkiem Galicji Wschodniej został zdominowany przez Rosyjskie Imperium, przez wieki tworząc z nim dość spójną całość. Jednak dzisiejsza Ukraina ma intelektualne trudności w prawidłowym odczytaniu swojego położenia, sytuacji, rysujących się perspektyw. Z jednej strony kusi ją europejski szpan i jałowa sytość, z drugiej zaś nieubłagana geopolityka sterująca Ukrainą po wzburzonych politycznych falach ku rosyjskiemu niedźwiedziowi, czającemu się na brzegu.


Negocjacje z Unią


Negocjując z Brukselą Kijów nie może uciec zbyt daleko od różnych zależności. Mimo, że rzeczywisty stan spraw zdeterminowany jest przez zagadnienia związane z przepływem towarów, technologii, różnych społecznych urządzeń i technikami sprawowania rządów, to jego istota jest zawsze obecna. Wejście tego państwa w struktury Zachodu oznaczałoby jedno: istotne osłabienie znaczenia Rosji, wzmocnienie – i to wydatnie – Berlina. Jednym słowem doszłoby do naruszenia ostatecznie zawsze chwiejnej równowagi między mocarstwami. Ekspansja na wschód oznaczałaby powrót do konfliktowej sytuacji między Niemcami a Rosją. W zasadzie usadowienie się Unii w Kijowie to w istocie może nawet śmiertelny cios w rosyjskie plecy? No i nie ma innej opcji. Mało tego formalny akces Ukrainy wyrażony w formie tak zwanej umowy stowarzyszeniowej mógłby nakreślać proces rozpadowy tego państwa, aż do cofnięcia uznania dla jego wschodnich granic. Należy sobie zadać przy tej sposobności następujące pytanie: czy Rosję stać na takie zdecydowanie i podjęcie tak ryzykownej gry? Czy Niemcy są gotowe tak wiele postawić na jednej szali?


Dobre stosunki z Moskwą, reputację w międzynarodowych  stosunkach. Europejskie przywództwo.  Jednym słowem, czy Ukraina jest warta aż tak wiele Można sądzić, że nie. Republika Federalna ma zbyt dużo do stracenia, natomiast Rosjanie można by rzec, że walczą właściwie o wszystko. O status regionalnego mocarstwa, symbolicznego przywódcę Słowiańszczyzny, własne możliwości rozwojowe. Dlatego cofnąć się nie mogą. Wykluczyć także należy tak zwaną transakcję wiązaną. Bo niby co Moskwie można ofiarować na otarcie łez oprócz tego co już i tak ma. Właściwie nic. To co się zatem dzieje wokół Ukrainy to przysłowiowa próba sprawdzająca przekonania  drugiej strony, grającej przy jednym stole. Tak więc sytuację należy odczytać jako oczywistą. Naturalnie polityczna batalia ma tę właściwość, iż nigdy się nie kończy. Tak więc i w tym przypadku nieszczęsny Kijów nie zazna spokoju. Nie jest jemu on bowiem pisany; zwłaszcza, że Ukraińcy sami mają zasadnicze problemy – jak widać – z właściwą oceną własnego położenia.


Interes Polski


W podsumowaniu należy zwrócić uwagę na interes Polski w tej całej sprawie. Wydawałoby się, iż Kijów bliżej Unii będzie naszym pewniejszym i stabilniejszym sojusznikiem, także terenem zwiększonej gospodarczej ekspansji. Lecz nic bardziej mylącego. Ukraina stałaby się wówczas niemiecką półkolonią, a my zaś trochę powiększonym Generalnym Gubernatorstwem z  Krajem Warty. Z kolei w przypadku zaś rosyjskiej dominacji, nad naszymi wschodnimi granicami pojawiałoby się ogromne niebezpieczeństwo, wynikające z niestabilności, różnych niepokojów, przemieszczania się dużych ludzkich rzesz. Nikomu nie jest to potrzebne. Dlatego w interesie Polski leży takie rozwiązanie, gdy to Ukraina pozostanie szarą strefą, niczym swoisty amortyzator, chroniący innych przed skutkami gwałtownych zdarzeń, taki obszar kontrolowanego ścierania się różnych wektorów: ekonomicznych oraz politycznych. I nic ponadto.


Antoni Koniuszewski

Myśl Polska, nr 49-50 (8-15.12.2013)

Komentarze

Imię/nick *
URL
Kod   
Wyślij komentarz