Start KZM Adam Wielomski: Mit judeochrześcijaństwa

Adam Wielomski: Mit judeochrześcijaństwa

Środowiska neokonserwatywne w Stanach Zjednoczonych - a w ślad za nimi ich polskie filie i odpowiedniki - bardzo chętnie posługują się terminem "judeochrześcijaństwo" i nadając temu staremu słowu nową treść. (...) Co gorzej, krytykom tej hybrydy coraz częściej grozi się tasakiem antysemityzmu.

 

Środowiska neokonserwatywne w Stanach Zjednoczonych - a w ślad za nimi ich polskie filie i odpowiedniki - bardzo chętnie posługują się terminem "judeochrześcijaństwo" i nadając temu staremu słowu nową treść. O ile oryginalne judeochrześcijaństwo było wyznaniem antycznej grupy żydowskich konwertytów na chrześcijaństwo, zachowujących zdezaktualizowane przepisy Prawa, o tyle teraz - na zamówienie polityczne - tworzy się jakąś multireligijną hybrydę, mającą rzekomo wspólną teologię, "matrycę antropologiczną" itd. Co gorzej, krytykom tej hybrydy coraz częściej grozi się tasakiem antysemityzmu.

Jakże więc miło móc zaprezentować Czytelnikom krytykę tego pojęcia napisaną przez Jacoba Taubesa, którego tymże tasakiem zaatakować nie można, ani żadnym innym ostrym narzędziem "politycznej poprawności". Taubes nie dość, że był z pochodzenia Żydem, to w dodatku praktykującym i uczęszczającym do synagogi, przy tym mesjanistycznym apokaliptykiem, a przy tym wszystkim jeszcze zażartym lewicowcem i przyjacielem byłego członka NSDAP Carla Schmitta (jak on to wszystko łączył nie pojmuję...). I to właśnie ten żydowski filozof napisał ciekawy tekst, który ostatnio wpadł mi w ręce, a zatytułowany "Spór między judaizmem a chrześcijaństwem. Próba zmierzenia się z nierozwiązywalną różnicą" (w: tenże, "Apokalipsa i polityka. Eseje mesjańskie, Warszawa 2013, s. 47-60).

Artykuł Jacoba Taubesa zaczyna się od krytyki wyrażenia "judeochrześcijaństwo" i charakterystycznej dla epoki współczesnej próby zamazywania różnic pomiędzy religiami w imię histerycznego
"dialogu" i znajdywania (na siłę) tego, co łączy, a przemilczania tego, co dzieli. Taubes pisze, że "więcej można zyskać, określając i próbując zrozumieć zagadnienia sporne, niż udając, że takie zagadnienia nie istnieją". Następnie mesjańsko-żydowski lewicowy filozof wylicza fundamentalne i nie przekraczalne różnice pomiędzy judaizmem a chrześcijaństwem:

1/ "Synagoga żydowska odrzuca Jezusa jako Chrystusa". Innymi słowy, ortodoksyjni żydzi uznają historyczny charakter osoby Jezusa. Ktoś taki żył, nauczał, twierdził, że jest mesjaszem, ukrzyżowano go. Oto fakty historyczne. Ale tenże Jezus nie zmartwychwstał, nie był Chrystusem, czyli zapowiadanym przez proroków Mesjaszem. Zrozumiał tę różnicę ewangelista Jan, który pisał swoją relację jako ostatni spośród czwórki ewangelistów, i dlatego jego pismo pełne jest niechęci do Izraela, który odrzucił Jezusa jako Chrystusa. W jego Ewangelii "Chrystus zaprzecza, że Żydzi i chrześcijanie mają w Bogu jednego Ojca" (naszym zdaniem ta teza Taubesa jest zbyt daleko idąca, gdyż ociera się o zarzut gnostycyzmu wobec św. Jana). Z punktu widzenia żydowskiego, twierdzi Taubes, Jezus był takim samym fałszywym mesjaszem, jakim w XVI wieku był słynny Sabbataj Cwi, a przed nim wielu innych, którzy próbowali ogłosić koniec Prawa. Dlatego największy mediewalny znawca prawa rabinicznego Mojżesz Majmonides uznał Jezusa z heretyków i potępił. Oto "spór między religią żydowską i chrześcijańską wskazuje na wieczny konflikt między zasadą prawa i zasadą miłości" konkluduje Taubes. Nie ma syntezy pomiędzy tymi, którzy twierdzą, że wierny ma tylko mechanicznie wykonywać Boże polecenia rytualne zawarte w Prawie (żydzi), a tymi, którzy nie chcą Prawa słuchać i zdają się na osąd sumienia (chrześcijanie).

2/ "Z punktu widzenia żydowskiego podział Bóstwa na Ojca i Syna rozbija Istotę Boską; był i jest uważany przez Synagogę po prostu za bluźnierstwo". Zdaniem Taubesa, judaizm jest monoteizmem bardziej konsekwentnym niż chrześcijaństwo, ponieważ nie dopuszcza do wyróżnienia w Bogu dwóch czy trzech Osób, nawet jeśli w tajemniczy sposób tworzą One jedność. Z perspektywy judaizmu jest to zamaskowany i dobrze skryty politeizm. To nam tłumaczy dlaczego żaden ortodoksyjny żyd nigdy nie uzna Jezusa za Chrystusa, który zarazem byłby Synem Bożym. Z punktu widzenia żydowskiego oznaczałoby to, że jakiś człowiek ogłosił się Bogiem i konkuruje w boskości z Bogiem właściwym. Dlatego już "islam, przypisując Mahometowi jedynie tytuł proroka, w większym stopniu stanowi (mniej heretyckie!) dopełnienie judaizmu niż chrześcijaństwo".

3/ Z punktu drugiego wynika, że chrześcijaństwo jest tylko herezją, która powstała, gdy pewien Żyd ogłosił się Mesjaszem, a grupka innych Żydów - a potem także i tłumy pogan - dały wiarę jego uczniom. O ile więc chrześcijanie uważają, że ich wiara stanowi dopełnienie Prawa i samego judaizmu, kończąc jego historyczny sens, o tyle żydzi uważają, że połowa świata wsiadła do pociągu, który jechał do fałszywego celu. Żyd nie zrozumie chrześcijańskiej koncepcji historii liczonej "przed" i "po Chrystusie", gdyż - z jego punktu widzenia - w roku 33 na Golgocie nie wydarzyło się nic szczególnego, nic co dzieli historię na "przed" i "po". Żydzi winni nawet negować angielski zwyczaj pisania "przed Chrystusem" dla oznaczenia dat starożytnych. Zdaniem Taubesa, rozumieją to także katolicy, gdy w Wielki Piątek modlą się o nawrócenie "Żydów wiarołomnych" (pro perfidis Judaeis) i "o wybawienie Żydów z ich ciemności" (a suis tenebris). Nawiasem mówiąc, to w odróżnieniu od rozmaitych postępowych teologów żydowski filozof wcale nie domaga się od katolików wykreślenia tych elementów z Wielkiego Piątku. Przeciwnie, nie mając na celu zamazywania różnic pomiędzy chrześcijanami i żydami w imię urojonego "judeochrześcijaństwa" uważa, że podziały te powinny być utrzymywane, a ludzie wykształceni i inteligentni z obydwu stron religijnych barykad powinni być świadomi jakie jest ich źródło i dlaczego nie można ich zlikwidować w imię fałszywie pojętego "dialogu". Taubesa uważa - i z poglądem tym zgadzam się całkowicie - że ludzi należy nauczać, aby nie mordowali się z imieniem Boskim na ustach, ale to nie znaczy, że należy relatywizować twierdzenia ich wiary i zamazywać to, co stanowi jej esencję.

Tyle pisze Jacob Taubes, intelektualnie unicestwiając neokonserwatywne rojenia o "judeochrześcijaństwie". Nie ma czegoś takiego. I tyle.


Adam Wielomski


Tekst ukazał się w tygodniku Najwyższy Czas! i na nczas.com

Komentarze

Imię/nick *
URL
Kod   
Wyślij komentarz