Start USOPAŁ Maciej Wydrych: A prawda obroni się sama...

Maciej Wydrych: A prawda obroni się sama...

W czasach wszechobecnej obłudy, zakłamania i fałszu, nie jest łatwo być człowiekiem uczciwym, honorowym i bezinteresownym. Ludzie ze skazą, brudnym sumieniem nie wierzą w czyste intencje kogoś innego. Są przekonani, że najwyżej ktoś może się lepiej z tym maskować od nich. Lecz nie dopuszczają myśli o prawdziwych, szczerych intencjach. Jest czymś absurdalnym i nierealnym odwołanie do Boga, honoru, oddania Ojczyźnie. Wiemy o tym doskonale, a prezes Jan Kobylański całym swym życiem aż nadto mógłby potwierdzić te słowa.


Czasy II Wojny Światowej, napaści hitlerowskich Niemiec i sowieckiej Rosji, mordy i gwałty na ludności cywilnej, były czymś na porządku dziennym. Dla nas to już historia. Tego nie da się opowiedzieć. Wiedzą o tym tylko ci, którym dane było przeżyć. Więzienie na Pawiaku, obozy śmierci w Mauthausen-Gusen, Dachau, Gross-Rosen, Auschwitz-Birkenau – ich żywym świadkiem jest Pan Jan Kobylański. Tylko nielicznym udało się przeżyć w niemieckich machinach śmierci, gdzie każdy dzień mógł być ostatnim. Liczni postradali zmysły jeszcze w obozach bądź po wyzwoleniu. Najciężej było być po prostu człowiekiem. Nie tracąc wiary, moralności i współczucia dla bliźnich. Nikt nie wychodzi z obozów takim samym człowiekiem. Niszczyły nie tylko fizycznie lecz i psychicznie. Znane są przypadki gdy byli więźniowie stawali się katami, na wzór swych prześladowców. Niczym zwierzęta omamione chęcią zemsty i gryzienia każdego, nawet niosącego pomoc. Dzięki wierze i silnej postawie, Panu Janowi Kobylańskiemu udało się przeżyć i być człowiekiem, ze wszystkimi cechami człowieczeństwa. Wojenna zawierucha osadziła młodego Jana Kobylańskiego we Włoszech. Ukończone studia ukierunkowały na działalność zawodową w przemyśle i handlu. Przybywając w 1952 roku do Paragwaju był pełen optymizmu i pomysłów na życie. Pracowitość i dążenie do celu zaowocowały pierwszymi, poważnymi kontraktami. W tym, na dostawę znaczków pocztowych. Mimo życia na obczyźnie, nigdy nie zapomniał skąd się wywodzi, gdzie jest jego Ojczyzna. Po przybyciu do Paragwaju nawiązał kontakty z tamtejszą Polonią. Już w pierwszym roku od przybycia zostaje wiceprzewodniczącym Towarzystwa Polskiego w Paragwaju. Na ręce Pana Jana Kobylańskiego generał Tadeusz Bór-Komorowski złożył pisemne podziękowania za pracę i ofiarność dla sprawy polskiej.  Działalność polonijna z czasem rozrosła się na Argentynę, Urugwaj oraz kolejne kraje Ameryki Łacińskiej. Organem scalającym wszystkie ośrodki polonijne było utworzenie Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polonijnych w Ameryce Łacińskiej. Dzięki osobistym kontaktom z rozsianą Polonią, zaangażowaniu w krzewieniu ducha polskości, osobistemu wsparciu finansowemu przedsięwzięć i uroczystości polskich, udało się utworzyć najsprawniej funkcjonujący ośrodek Polonijny. Jest to wzór do naśladowania przez całą Polonię świata.


Prezes Jan Kobylański w całej swej działalności zawodowej i polonijnej jest także filantropem. Nie sposób wymienić ufundowanych pomników Wielkich Polaków, a także wielki dzwon imienia Jana Pawła II dla Kościoła Katolickiego w Urugwaju. Dla polskich turystów zwiedzających Urugwaj jest niezwykłą niespodzianką odwiedzenie Placu imienia Rzeczypospolitej Polskiej w pięknej miejscowości Punta del Este. W Argentynie w stolicy stanu Missiones – Posadas jest Plac Tysiąclecia Polski oraz pamiątkowa tablica upamiętniająca 100-lecie osadnictwa polskiego w Argentynie. Nie sposób sobie wyobrazić wspanialszego rozsławiania Polski. Także w Polsce prezes Jan Kobylański prowadzi swoje bezinteresowne wsparcie. Parę szkół w Polsce przetrwało dzięki temu wsparciu. W 2002 roku, jedna z tych szkół – Publiczna Szkoła Podstawowa w Rudzie na Podlasiu uroczyście obrała za swego patrona Prezesa Jana Kobylańskiego, nadając jej jego imię. Obecnie, tylko dzięki temu wsparciu szkoła istnieje. Szkół, nie tylko podstawowych lecz i średnich, które otrzymały tak potrzebne wsparcie finansowe, jest w Polsce wiele. Zapewne nie znamy całej działalności charytatywnej prezesa Jana Kobylańskiego. I niech tak pozostanie. To co jest znane, jest wystarczającym świadectwem szlachetności i dobroduszności. Wszak czyż wsparcie finansowe, pomoc potrzebującym czynić należy jako autoreklamę dla siebie, działanie na pokaz? O człowieku mówią za niego, jego czyny, postawa, akt miłości wobec bliźniego. Jak pisze ewangelista św. Mateusz - „Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. (…) niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu”. Możemy być pewni, że kierując się chrześcijańskimi zasadami, prezes Jan Kobylański nie ma na celu rozsławianie swej osoby poprzez pomoc bliźnim. Liczy się tylko to, co ów wsparcie znaczyło dla obdarowywanych. A często była to pomoc pozwalająca przetrwać trudne momenty życia, ciężką sytuację. A także wspierał różne przedsięwzięcia propagujące ducha patriotyzmu, umiłowania Ojczyzny oraz wiary.


Osoby, którym ktoś podał pomocną dłoń, pewnego dnia same wesprą inną osobę spotkaną na swej drodze życia, która tego potrzebuje. To swoisty spłacony dług wdzięczności. W ten sposób kiełkuje dobroć i miłość bliźniego. Sam darczyńca może nie zdawać sobie sprawy, jakie plony osiągnie ziarnko czynienia dobroci. A im człowiek szlachetniejszy i szczodry dla innych, oddany Ojczyźnie, tym więcej spotka na swej drodze nieprzyjaciół, zaciętych wrogów. Dobroć i uczciwość przestało być modne i pożądane. Zmasowane ataki ludzi fałszywych i cynicznych jest dla nich swoistą terapią. Widząc siebie przy człowieku prawym, ich brudne uczynki stają się jeszcze jaskrawsze. Raniąc do głębi. Łatwiej jest człowieka prawego obrzucić błotem, poniżać, szerzyć fałszywe świadectwa przeciw niemu. Aby uczciwemu człowiekowi pokazać – widzisz, wcale nie jesteś lepszy od nas. A sumienie nie daje im spokoju. Sytuacja wygląda podobnie wśród ludzi chcących uchodzić za autorytety, za część elit, podczas gdy w rzeczywistości nic nie dokonali. Sama świadomość, że komuś udało się scalić całą Polonię, co jest precedensem na skalę światową, prowadzić działalność charytatywną, krzewić ducha polskości, jest nie wygodna. Ponieważ kim oni są, w porównaniu z tak zasłużonym człowiekiem? Umniejszając zasługi, dokonania, starają się zmniejszyć przepaść do samego siebie.


Każdy naród ma swych nieprzyjaciół. Jedni są lepiej zorganizowani, inni gorzej. Polska niewątpliwie na brak wrogów narzekać nie może. Walcząc z Polską, z narodem, próbując go sobie podporządkować, dąży się do degradacji moralnej. Wszelkie organizowanie się narodu jest zagrożeniem. Wszyscy ci, którzy swym autorytetem jednoczą Polaków, umacniają ich w wierze i w patriotyzmie, są atakowani i dyskredytowani. Środowiska mass-mediów  polskojęzycznych, które niszczą ducha, jątrzą i skłócają naród, z niezwykłym zaangażowaniem atakują i oczerniają wybitne postaci i autorytety. Nie może więc dziwić prowokacja Gazety Wyborczej. Lecz oznacza to także, że działalność prezesa Jana Kobylańskiego dla narodu polskiego jest bardzo wydatna. Na tyle, że zaangażowano cały arsenał upodlenia i szkalowania dobrego imienia. Walka dobra ze złem, prawdy z kłamstwem zawsze kończy się zwycięstwem jasności, dobra i prawdy.


W panteonie Wielkich Polaków, mężów stanu, oddanych sprawie polskiej, prezes Jan Kobylański swymi dokonaniami uzyskał pomnik trwalszy niż ze spiżu. Nie przemogą go ataki medialne i polityczne. Naród polski i cała Polonia docenia wkład w budowę wielkości Ojczyzny, jego myśli, wiary i jedności.

Maciej Wydrych

Komentarze

Imię/nick *
URL
Kod   
Wyślij komentarz