Start Liga Narodowa Zenon Dziedzic: Dlaczego Liga Narodowa cz. 1

Zenon Dziedzic: Dlaczego Liga Narodowa cz. 1

Jesteśmy kontynuatorami myśli opracowanej przez Romana Dmowskiego. Niemniej jednak idea narodowa otrzymuje brzmienie aktualne, odpowiadające warunkom  XXI wieku.


Polska nadal walczy o suwerenność i wolność. Dzisiejsze zagrożenia tkwią w ideologii globalistycznej płynącej z ideologii masońskiej, tak ochoczo głoszonej  językiem sztucznych określeń np. „wielokulturowość”, „społeczeństwo obywatelskie”, „tożsamość regionalna”. Wszystko to wtłaczane jest poprzez  powszechną indoktrynację. Temu „praniu mózgów” są już poddawane dzieci w przedszkolach samorządowych, bowiem ten kto daje pieniądze wymaga, a samorządy są bardziej spolegliwe sugestiom płynącym z komisarycznej Brukseli niż myślący i jeszcze wolni Polacy. Niestety, tych myślących samodzielnie jest już coraz mniej.


„Jestem Polakiem i tym większe na mnie spoczywają obowiązki, im wyższy przedstawiam sobą typ człowieka”.  Słowa te napisał Roman Dmowski ponad 100 lat temu w swoim manifeście ideologicznym pt. „Myśl nowoczesnego Polaka”. Nie straciły one nic na swojej aktualności bowiem wciąż trzeba  zadawać sobie pytanie: czy chcę żyć wyłącznie dla siebie, czy dla innych?, a jeżeli tak, czy obojętne może pozostać mi – co czynią z moim narodem, z moją Ojczyzną? Jestem wolnym człowiekiem dopóki przejmują mnie sprawy narodu, umieram gdy dobrobyt i tak zwany „święty spokój” opanowuje mnie w całości. Idea uskrzydla, każe działać, tym gorliwiej, im bardziej wróg niszczy moją Ojczyznę. Ktoś musi, by Polska rozwijała się w dostatku, a Polacy dumnie reprezentowali  swoją godność człowieka wolnego. Przeciętny człowiek, przeciętny mieszkaniec naszej Ojczyzny tego nie rozumie i to jest właśnie zadanie Ligi Narodowej, aby wyrwać tę masę z letargu, obudzić nadać kierunek działania, uczynić ich użytecznymi. Szkoda życia na bylejakość, na przeciętność, na klatkę konsumpcjonizmu i hedonizmu, która zniewala bezwzględnie i to całkowicie. Człowiek tych cech nic z siebie nie daje, nadto – potomków swoich krzywdzi określając ich sposób życia na tę niewolę, na to uzależnienie.


Trzeba więc zastanowić się, kogo możemy określić wolnym człowiekiem, kto swoim bytem realizuje wolność i co to znaczy być wolnym.


1


Wolna wola to podstawa wszelkiego bytu. Twierdzenie św. Augustyna w „Dialogach filozoficznych”, które jest tutaj sformułowane najogólniej jak tylko pozwala na to logika wnioskowania, otwiera nam drogę poszukiwania wolności: czym ona jest, jak się ją stosuje, dlaczego traci na wartości, kiedy zło staje w kontrpropozycji do dobra?
Nie jest naszą sprawą rozstrzyganie prymatu woli lub intelektu Boga stojących u początków istnienia świata widzialnego i niewidzialnego, lecz przyjęcie ogólnych pojęć i terminów ustalonych w rytmie filozoficznym. Są one zdefiniowane i jednoznaczne. Tak, więc przez wolną wolę rozumiemy możliwość wyboru pomiędzy dobrem wyższym (cnoty), pośrednim (rozum, wiedza) i najniższym (materia, zmysły), które jak stwierdza św. Augustyn są darami Boga[1]. Zło zaś to odwrotność do dobra, wybór siebie zamiast Boga[2], skierowanie wolnej woli na dobra pośrednie oraz najniższe z wykorzystaniem ich ze szkodą dla siebie i innych oraz otaczającej nas rzeczywistości. Dobro z kolei jest pełnym otwarciem się na Boga, odnalezieniem Go w kontemplacji, postępowaniem Jego ścieżką ku osiągnięciu szczęścia przebywania z Nim; przez Niego i dla Niego.  Bóg jest dobrem najwyższym i nieskończonym, wszystko zmierza do Stwórcy, wszystko w Nim osiąga swoją pełnię. Szczęście, do którego dążymy na ziemi jest drogą pośrednią do szczęścia całkowitego,  osiąganego w bezpośrednim kontakcie z Bogiem. Prawdę tę odkrywamy po przez iluminację, wewnętrzne oświecenie będące łaską Stwórcy[3].
Wolność jest więc wyborem,  gdy człowiek pozostaje w pełni integralną osobą, która od Boga pochodzi i do Boga powraca. Wszelkie koncepcje społeczne kwestionujące tę rzeczywistość, w praktyce, zniewalają człowieka i czynią go bytem bezsensownym.
Istotnym narzędziem zniewalania jest konstruowanie mediów codziennego odbioru. Należy przyjąć tezę, że na świecie nie ma wolnych mediów. Nawet te, które określają się jako niezależne są uzależnione przez przetwarzanie już spreparowanych, wcześniej przez innych, informacji. Korporacje informacyjne uzurpują sobie władzę nad odbiorcami, a troska ich skupia się wyłącznie na masowości odbioru. Masowość przekłada się na pieniądze, zysk ich jest wprost proporcjonalny do ilości odbiorców. Im więcej słuchających, tym obfitsze konto własnych przychodów. Chęć władania umysłami jest wypadkową segregowania i opracowywania informacji. Często działania te są świadome. Charakteryzują się tym wszystkie systemy, które media używają jako narzędzia do zniewalania i wypracowywania tak zwanej „poprawności politycznej”. Korporacje informacyjne, układ z takimi systemami traktują jako interes, tak długo pracują na ich korzyść, jak długo czerpią z tego korzyści materialne. Po jakimś czasie zjawia się zadowolenie z faktu rządzenia myślami odbiorców. Dochodzi do obłędu kreatorów, którzy włączają w swoją grę wszelkie nowinki techniczne, tak by uzależniać całkowicie. Niby trójwymiarowy obraz, niby rzeczywistość wirtualna, a faktycznie zniewolenie gorsze niż prymitywne metody tradycyjnych mediów codziennego rażenia.


Wolność w kontakcie z mediami jest realna, gdy w stosunku do odbieranej treści zachowujemy dystans. Zniewolenie przejawia się, gdy argumentuję gazetą, gdy wyznacznikiem mojej prawdy są telewizyjne i elektroniczne informacje. Już jestem ich, lenistwo intelektualne i duchowe dokonuje reszty. Wygoda i medialne poczucie bezpieczeństwa, „to się nie  może zmienić, tak musi trwać”. Ustalony porządek informacji bezwzględnie zwalnia mnie z głębszych obowiązków. Wiara męczy, patriotyzm śmieszy, przyjaźń brzmi anachronicznie. Jeżeli mam świadomość takiej manipulacji, tak zakrojonej indoktrynacji, jestem jeszcze wolnym człowiekiem.


Dystans do odbieranych informacji jest tym większy, im bardziej ubogacam swoją wiedzę w treści istotne, trwałe. Ich pochodzenie tkwi w teologii i filozofii. Również tutaj trzeba wiedzy ogromnej, aby stać mnie było na logiczną kompilację. Trzeba umieć wybierać perły spomiędzy tworów perłopodobnych.


Wiedza pozwoli mi dostrzec każdą socjotechnikę stosowaną przez zniewalających. Gdy już ją nazwę, muszę ostrzec innych, by powiększać grono wolnych ludzi. Można spotkać się z agresją ostrzeganych, będzie ona tym większa, im prymitywniejszy jest to typ człowieka. To przejaw obrony jego przyziemnej stabilizacji, poukładanych dni mało wymagającego rytmu wegetacji. Wolność bowiem zobowiązuje do stałego wysiłku i ciągłego poszukiwania wartości nieprzemijających. Mają rację prostacy, gdy mówią, iż „z tego nie można wyżyć”, lecz zatrzymanie się tylko na konsumpcji, wcześniej, czy później zniewala, a bywa niekiedy, że  skłania do niewłaściwego wykorzystywania materii i zmysłów. Informacje medialne są układane dla konsumpcji. Muszę mieć świadomość oblicza nowoczesnego proletariatu, tak jak za Marksa wołano – „proletariusze całego świata, łączcie się”, tak dzisiaj  skandują: „konsumenci całego świata – wszystko możecie kupić”. Wciąż to samo – uprzedmiotowienie człowieka, pogarda do dobra najwyższego, budowanie radości w oparciu o hedonizm, ogłupiającą pracę i propagandowe prostactwo.  Czyli, informacja medialna jest ustawiana pod najniższe dobro: materię i zmysły, klientów zdobywa się prymitywnymi metodami podniety i pożądania, to przecież zwierzęce instynkty, gdzie tutaj człowiek w swojej podmiotowości dziecka Bożego?  Jeżeli dam się zmanipulować takimi informacjami, media wcześniej, czy później zastąpią sobą moje myślenie. Ja z kolei stanę się niewolnikiem własnych pożądań i zmysłów, cierpienie zaś przyjdzie na starość, gdy organizm odmówi reagowania podnietami. Dobro pośrednie: rozum i wiedza może okazać się pusta, dobro najwyższe: cnota drażnić będzie niezrozumieniem swojej treści. Gdy przyjdzie fizyczna niedołężność, młodsi konsumenci, w trosce o własny komfort, znajdą dla mnie miejsce w przytułku „złotej jesieni”, gdzie przyjdzie liczenie dni do śmierci, przy czym – odganiać ją będę ciągłym wspominaniem „cudownych lat wspaniałości”, gdy informacje medialne kreowały moje życie.


Dystans do informacji medialnej w praktyce oznacza moją wolność. Jestem wolnym człowiekiem, czyli dokonuję wyboru pomiędzy dobrami i nikt oraz nic mi tego wyboru nie ogranicza. Odbiór z dystansu jest wreszcie zdolnością do refleksji, która tym jest wartościowsza, im bardziej swoją tożsamość opieram na wartościach trwałych, ponadczasowych. Należy wnioskować, że w pełni czyni wolnym  dobro wyższe. Cnota bowiem kształtuje się zawsze wtedy, gdy rozum i wiedza (dobro pośrednie) osiąga właściwy poziom. Wybór cnoty oznacza więc w pełni wolnego człowieka. Wiedzą o tym kreatorzy konsumpcji stąd tak zajadła walka z symbolami dobra wyższego. Wmawianie mi, że jestem w mniejszości, że reprezentuję minioną epokę, stawianie za wzór postępu transseksualistów i homoseksualistów, ośmieszanie związków rodzinnych heteroseksualnych, wykpiwanie rodzin wielodzietnych z trójką i więcej dzieci, to zaledwie ułamek oręża medialnego, stojącego na straży konsumpcji.

Komentarze

Imię/nick *
URL
Kod   
Wyślij komentarz