Start

Zamach w Nicei - naturalna kolej rzeczy?

Wielu zszokował kolejny zamach terrorystyczny we Francji, tym razem w Nicei. Jeden człowiek w ciężarówce był w stanie zabić przeszło 80. cywili a znacznie więcej ciężko ranić. Nie potrzeba już broni palnej, nawet bomb. Niemal wszystko może być wykorzystane przeciwko innym ludziom. Auto to jeden z najłatwiejszych a zarazem zbierających najlepsze żniwo sposobów wymordowania kolejnych dziesiątek „niewiernych”. Wobec takiej taktyki, jest zupełnie nierealne powstrzymanie kolejnych ataków. Chyba że świat zachodni zechce wyzbyć się wszelkich imprez masowych w imię bezpieczeństwa. Sylwester na ulicy, odbywający się od lat, święta narodowe, tradycyjne pokazy sztucznych ogni. Wszystkiego tego należałoby się wyzbyć.

 

Słysząc pierwsze doniesienia o tym zamachu, o ponad 80. ofiarach, nie czułem żalu, współczucia. Naturalnie radości także nie. Ot, zaistniało zdarzenie, które było wyczekiwane. Należało tylko czekać gdzie i kiedy, ew. ile tym razem będzie ofiar. Zachodni świat sam sobie zgotował ten los. Wiedzą doskonale, iż to jest tylko kolejny etap ich decyzji. Jeśli nie zdają sobie z tego sprawy, tym gorzej dla nich. Za głupotę się płaci. To zasada stara jak świat. Bardzo brutalna lecz i bardzo życiowa. Ktoś powie – to rządy, to przywódcy zapraszali i dalej zapraszają imigrantów spoza Europy. To nie do końca prawda. Po zamachu w Paryżu, gdy grupka francuskich patriotów pikietowała w sercu francuskiej stolicy, domagając się wydalenia imigrantów, ew. powstrzymania ich niekontrolowanego napływu, zwykli Francuzi, ich rodacy, o mało ich nie zlinczowali. Dopiero policja ich uratowała, poprzez aresztowanie i wywiezienie furgonetkami. Jeśli po takich zamachach, zwykli obywatele wciąż nie potrafią przejrzeć na oczy, to czy powinno nam być ich żal? Czy mamy im współczuć, skoro mają to, na co sami się proszą? Czy jako społeczeństwo, nie mogą dać wyrazu sprzeciwu narodowym strajkiem aż rząd poda się do dymisji, ewentualnie zmieni swoją politykę imigracyjną? To wszystko było wykonalne. Wymagało rzecz jasna trochę zaangażowania, trochę „zachodu”. Ale czy stawka nie jest wystarczająca do takiego poświęcenia”?

Człowiek chory na nowotwór poddawany jest bardzo inwazyjnemu leczeniu. Na wszelkie sposoby próbuje się zniszczyć komórki rakowe, niestety niszcząc jednocześnie komórki zdrowe. Stąd tak niszczące dla organizmu chorego terapie. Czy warto podejmować tak wyniszczające batalie? Chyba każdy chory odpowie, że tak. Stawka jest najwyższa... życie. Nawet za taką cenę. Więc czemu gdy stawka jest, nie zawaham się powiedzieć, wyższa – życie, byt narodu, społeczeństwa nie chcą iść na bolesną batalię, której ceną jest samo istnienie? To jest bolączka narodów zachodnich.

Naród, który jest wyzbyty instynktu samozachowawczego, jest skazany na unicestwienie. Wyższa cywilizacja, kultura bądź bezpardonowi barbarzyńcy zapanują nad bezbronnym narodem. Jak może przetrwać naród, zaprzeczający tradycji swych ojców, temu jak oni walczyki z sukcesami na przetrwanie. To gotowy scenariusz zachowania ciągłości bytu. Należy tylko czerpać z niego garściami. Dawniej narody europejskie krwawo powstrzymywały najazdy barbarzyńców. I trwały dalej. Dzisiaj ich sami zapraszają. Jest zbrodniczą łatwowiernością bądź głupotą ufać, iż całkiem obce kultury mogą żyć razem obok siebie. Owszem, jest to możliwe, lecz wyłącznie gdy żadna z nich nie ma w swej istocie zapanowanie, podporządkowanie sobie drugiej. Nie jest żadną niespodzianką dla nikogo, iż islam nakazuje nie tylko traktować „niewiernych” jak bydło, swych poddanych, „podludzi”, a więc niemal zwierząt które można bezkarnie zabijać, lecz nawet jest to nakazane. Mało tego. Wyznawcy ci, jednocześnie za nic mają własny żywot, wierząc głęboko, iż oddając swe życie jednocześnie pozbawiając żywotu jak największej liczby „niewiernych” umrą w chwale, z nagrodą w zaświatach. Biały człowiek dokonując napadu, morderstwa na tle rabunkowych, wciąż kalkuluje jak jednocześnie przeżyć. Chce żyć dalej, licząc że lepiej, dzięki zrabowanym łupom. To daje pewną granicę ryzyka, której nie przekracza. Pewność, iż sam zginie, niweczy cały sens napadu. Z barbarzyńcami jest odwrotnie. Stąd jest niemożliwym zapobieganie podobnym zamachom w przyszłości. Każdy wyznawca na zachodzie, w każdej chwili może być zamachowcem. Wystarczy nóż w plecaku, mała bomba, stacja metra... Dlatego idąc za przykładem wszystkich tych, którzy z sukcesami bronili bytu narodu a także wzorując się na walce z chorobami, gdzie drogą do zwycięstwa jest śmierć zdrowych tkanek, trzeba wypowiedzieć jednoznaczną wojnę.

Dla przetrwania narodu, można poświęcać jednostki. Tak robiliśmy my, jako naród w trakcie np. II WŚ. Gdy w zaplanowanych akcjach, Podziemie eliminowało największych zbrodniarzy Niemieckich, w odwecie w łapankach wyłapywano cywilną ludność. Tworzono listy skazanych na śmierć, jeśli w danych okresie znów powtórzy się atak na Niemieckiego żołnierza. Czy to nas powstrzymywało? Czy mieliśmy dawać się zastraszyć? Nie, poświęcaliśmy jednostki dla życia narodu. Może m.in. dlatego przetrwaliśmy?

Teraz pora na instynkt samozachowawczy narodów zachodnich. Wielu wyznawców islamu, być może potrafi żyć w zgodzie, w poszanowaniu tradycji. Lecz nie sposób oddzielić tych wojujących od tolerancyjnych dla narodu z którym chcą żyć. Stąd potrzeba, niczym w terapii nowotworowej, wyeliminować zarażone tkanki, godząc się na eliminację zdrowych. Celem zachowania bytu narodu. Wartości najwyższej. Dopóki religia, na którą zamachowcy się powołują nie zostanie zdelegalizowana, dopóki ich wyznawcy nie zostaną deportowani dopóty ataki będą się powtarzać, a naród będący panem w swej ojczyźnie, wyzbyje się wszelkich imprez pod gołym niebem. Stając się zakładnikiem, niczym w areszcie domowym. Na jaką odpowiedź obecnie stać zachód? Na malowanki kredkami po ulicach wzywających do pokoju? Na marsze, choćby i milionowe? Myślmy jak ci zamachowcy, ich celem jest zniszczenie cywilizacji niewiernych, takie protesty muszą w nich wywoływać salwy śmiechu. Jakże żałosny stał się zachodni świat... Stojąc w kolejce do gilotyny, do ostatniej chwili beztrosko się śmieje, macha niebieskimi flagami oraz tęczowymi, wiwatuje na cześć multi-kulti, wyzywa patriotów gardząc nimi. Już leżąc, czekając na opadające ostrze wciąż bezmyślnie nie wierzą w to, co za chwilę musi się wydarzyć. Jakie prawo daje głupcom do trwania ich cywilizacji, kultury?

Żyjemy w bardzo ciekawych czasach. Na naszych oczach dochodzi do przewrotu kulturowego. Zaproszone lisy do kurnika systematycznie czerpią pełnymi garściami z naiwnych kwok, które same podsuwają szyje pod ich pyski, bo to jest „nowoczesne” to jest postępowe. To cena także i laicite. Wyzbycie się korzeni chrześcijaństwa. Jako „zacofania”, czegoś krępującego rozwój wolnego społeczeństwa. Burzono świątynie katolickie, pomniki świętych stały się obiektem wstydu. W Holandii nawet wyprzedaje się relikwie świętych. Ale jednocześnie z dumą patrzy się na nowe meczety, na blokujących całe chodniki a nawet i ulice tłumy islamistów, na dywanikach bijących czołami w ziemię. Czy tak samo tolerancyjnie podchodzili do chrześcijan? Do nowych świątyń? Pluto na nich, nawet na własnych obywateli, na zacofańców. Na własne korzenie... Pochłania ich wirus islamu, objęty klauzulą bezpieczeństwa postępu i nowoczesności. Takie narody muszą upaść. Ich kultura nie przetrwa. Nie zasługują na to. Nie potrafią jej strzec, bronić wtedy, gdy trzeba. To jest ten moment, brak instynktu samozachowawczego doprowadzi do zagłady. Kolejne zamachy są kwestią czasu. Pytanie tylko kiedy i gdzie, ew. ile ofiar tym razem. Ale czy te ofiary, za życia, nie chciały linczować jeszcze tych nielicznych wołających w próżni o powrót do tradycji, do narodu będącego panem u siebie i żądającego tego od przybyszów? Jak możemy pomóc tym kulturom? Można wysyłać ciężarówki kredek, do malowanek na chodnikach, flagi niebieskie i tęczowe także się przydadzą. W istocie nikt nie może im pomóc. To podstawowy egzamin z życia każdego narodu – czy w chwili zagrożenia przetrwania są zdolni wydobyć instynkt samozachowawczy. Ten egzamin jest oblewany.

Maciej Wydrych