Start

Na Emigracji: Operacja antydefamacyjna to dobry początek.

Organizacja British Poles rozpoczęła akcję która powinna nam uzmysłowić konieczność aktywności politycznej


„Polonia na Wyspach rozsyła e-maile z pytaniami do brytyjskich posłów, tych zaś, którzy ją obrażają, skłania do przeprosin. Czy politycy w Londynie w końcu dostrzegą w nas siłę polityczną?  - pyta warszawska Gazeta Wyborcza opisując szeroko antydefamacyjną operację Polonusów w UK.


Nie wdając się w szczegółowe analizy powtórzmy po raz enty: politycy w Westminster nie dostrzegą w nas siły politycznej dopóki nie będziemy mieć pełni praw obywatelskich, nie będziemy uczestniczyć w wyborach, nie będziemy startować w  wyborach samorządowych i parlamentarnych. Droga jest tylko jedna – naturalizacja i paszport. W przeciwnym razie politycy nie będą mieli żadnego interesu w tym aby liczyć się ze słowami. Jesteśmy łatwym celem bo nie mamy broni. W ataku furii nie spalimy Londynu ani nie zarżniemy żołnierza Jej Królewskiej Mości dwadzieścia metrów od koszar. To nie nasza cywilizacja.


Wolimy więc z godnością milczeć lub - jak w  przypadku operacji British Poles  - nakłaniać do przeprosin. Takie podejście jest może i nieco naiwne, ale z drugiej strony może być dobrym początkiem czegoś więcej, bo realnego wpływu na sprawy Królestwa. Musimy przejść pewną drogę która pozwoli nam nabrać pewności siebie  i świadomości celu.


Przykład. Jedną z tych których nazwiska widnieją na stronie britishpoles.uk jest Liz Kendall z okręgu wyborczego Leicester West. Niewiasta ta liczy się w politycznej grze. Po klęsce Labourzystów 7 maja postanowiła zostać liderem partii. Zebrała niezbędne 35 głosów poparcia wśród członków Izby Gmin aby startować w wyborach na szefa Partii Pracy. Jak zareagowała na pytanie o „polskie obozy koncentracyjne”? Odpowiedziała, że „politycy w UK nie kontrolują mediów”. Udając, że nie rozumie kontekstu historycznego, po prostu udzieliła standardowej odpowiedzi na odwal się. Czy zrobiłaby podobnie mając w swojej partii kilkudziesięciu aktywistów pochodzących z Polski? Kilku posłów? Kilkunastu radnych?


To bolesne gdy pomiatają, ale też i czas najwyższy aby  dorosnąć. Trzeba pracować nad metodami. Aby mieć realny wpływ na Westminster gdzie wykuwane są prawa tego Królestwa, trzeba sprawić aby establishment miał interes w tym aby się z nami liczyć. Inaczej skończy się na pozorach.


Bem


Źródło: www.naemigracji.co.uk