Start

Przejścia graniczne z obw. Kaliningradzkim. Droga przez mękę.

Od 14 lat mieszkam jedną, a czasami nawet obiema nogami w Kaliningradzie. Dla Polaka jest to ciekawe doświadczenie i z czasem człowiek przestaje się tu dziwić nawet bardzo niezwyklym zwyczajom Niestety los emigranta jest smutny, śpiewał o tym jeszcze wielki rosyjski poeta i piosenkarz Igor Talkow.


Mowa będzie o granicy, a dokładniej o jej przekraczaniu. Czynność ta niestety nie należy do przyjemnych, a mówiąc krótko, pomimo tego, iż na przestrzeni ostatnich 15 lat Polska oraz UE zainwestowały w odcinek granicy z obwodem kaliningradzkim kolosalne pieniądze to niestety obsada kadrowa przejść granicznych pozostawia wiele do życzenia. Przyjrzyjmy się zatem funkcjonariuszom po obu stronach granicy.


Część I Polska Po stronie polskiej zresztą jak i po rosyjskiej na przejściach granicznych zmuszeni są do współistnienia urzędnicy z rożnych resortów.


Najbardziej zauważalne jest Ministerstwo Spraw Wewnętrznych czyli Straż Graniczna i Ministerstwo Finansów czyli Urząd Celny. Już sama współpraca urzędników podporządkowanych rożnym kierownikom widocznie może powodować pewien zamęt (lub często zastój) na przejściu granicznym. Do tego trzeba dodać codzienną rutynę którą dobrze spuentował jeden z polskich celników mówiąc że dla niego turysta to ta osoba której nie poznaje z twarzy. Charakter ruchu na przejściach granicznych z obwodem kaliningradzkim częstokroć prawdopodobnie musi zniechęcać funkcjonariuszy granicy do kontaktów z ludźmi w ogóle, podobnie jak dzieje się w przypadku takich zawodów jak pracownik call-centrów, akwizytor czy tez kasjer w supermarkecie.


Zniechęcenie to nie rzadko widoczne jest na ich twarzy już przy wypowiadaniu (bądź nie wypowiadaniu) słów "dzień dobry". Nie wiem czy jest to prawda ale polscy bywalcy rosyjskich stacji benzynowych twierdzą, że pracę w Straży Granicznej w tajemniczy sposób otrzymać można tylko po znajomości i że nie rzadko decydują także względy pokrewieństwa. Okres szkolenia na Strażnika Granicznego w Polsce wynosi 8 miesięcy, co nie napawa tez zbytnim optymizmem. Dla porównania można powiedzieć, że Strażnik Graniczny w Rosji musi zakończyć uczelnie wyższą wojskową, a nauka tam trwa 5 lat i tylko po zakończeniu takiej uczelni i pewnym okresie praktyki może pracować na przejściu granicznym.


Ostatnie 14 lat moich obserwacji niestety udowadnia niereformowalność funkcjonariuszy polskich przejść granicznych. Ich opieszałość i często totalny brak profesjonalnej kultury dopełnia tylko czarę goryczy. Weźmy na przykład kwestie machania ręką na podjeździe do kontroli paszportowej. Przed wjazdem pod wiatę zobaczyć możemy cały szereg sygnalizacji świetlnych, ale widać są one tak skonstruowane iż ich przełączenie (z czerwonego na zielony) wymaga tytanicznego wysiłku wejścia do budki, wiec pozostaje machanie ręką, a jeśli trafi się jakiś nierozgarnięty podróżnik fajtłapa i wjedzie na kontrole bez machnięcia ręką to momentalnie zostaje potraktowany jako wrog osobisty Pana straznika. Zaczynaja sie nieuprzejmosci i pogrozki mandatem. Jednym slowem - tragedia! Osobiście nie raz bylem świadkiem takich żenujących sytuacji. Nie rzadko również spotkać się można ze zwracaniem się per "ty' do podróżujących Rosjan.


Oczywiście zdarzają się również bardzo mili i profesjonalni funkcjonariusze po polskiej stronie ale jak głosi stare przysłowie „całą beczkę miodu może zepsuć jedna łyżka dziegciu” Najbardziej niestety w oczy rzuca się opieszałość naszych Strażników Granicznych oraz celników. Opieszałość ta nie rzadko doprowadza do wielogodzinnych kolejek na przejsciach granicznych. Tak właśnie wyglada wnikliwe spojrzenie na funkcjonowanie polskich przejść granicznych z obwodem kaliningradzkim. W następnej części postaram się równie krytycznie spojrzeć na prace rosyjskiej części granicy.


CDN


Tomasz Omanski