Start

Lubański: W czasie wyborów będę w Polsce.

Jak to dobrze, iż się wyrwałem chociaż na czas z ukraińskiego obłudnego Wariatkowa. Teraz wśród polskiej przyrody normalnieję i znowu staję się człowiekiem pełnym radości. Codzienna komunia z Jezusem daje mi skrzydła miłości Bożej. Polska mimo wszystko oddycha Bogiem, bo to kraj ludzi wolnych tymczasowo zagubionych.


 

Bo wolność nie jest dana ale tylko zadana. Ale mimo wszystko odczuwam polskie powietrze, odczuwam Białego Orła, a nie ukraińskie widły zamiast herbu ludzi szlachetnych. Patrzę na rzekę San, która mnie dzieli od szalonej Ukrainy i jestem szczęśliwy. Do szczęścia przecież nie trzeba zbyt wiele. Żyć w swojej geografii i swoim czasie.


Ale Pan Bóg musi być na pierwszym miejscu pod każdą szerokością geograficzną. Od Ukrainy oddziela mnie polska granica. Tu się nie obawiam kuli lub siekiery banderowskiej, bo Polską rządzi Chrystus, a męty społeczne PO - to przeminie, jak zły sen.


Rozmawiam z różnymi ludźmi w woj. podkarpackim i nikt nie chce z tych wyborców głosować na Komorowskiego, raczej na Dudę. I będę niemile zaskoczony, gdy się okażę, iż wybory prezydenckie wygrał aferzysta polityczny PO. Nie widzę tak wielu w Polsce ludzi niespełna rozumu, ale gdy okaże się, iż wygrał mimo wszystko nieudolny prezydent Komorowski, to będę miał podstawy podejrzewać, że wyniki wyborów są fałszowane na dużą skalę.


Ale przecież mafijna demokracja - to żadna demokracja. Na Ukrainie z powodu fałszowania wyników wyborów prezydenckich w 2004 roku doszło nawet do rewolucji, a w Polsce ludzi niby to ludzi wolnych jest wszystko możliwe? Czy cierpliwość Polaków jest na tyle bezgraniczna, iż pozwala temu narodowi szlachetnemu, aby nim pomiatano?


Będę w Maćkowicach w czasie wyborów i chyba sobie strzelę w łeb w razie wygranej oszusty politycznego Komorowskiego, który nie wywołuje nic oprócz ohydy. .


Eugeniusz Lubański (Kijów)