Start

Lubański: Wysyp idiotów.

Chyba na świecie już dawno był raj, gdyby nie było tak mnóstwo idiotów różnej maści - czerwonych, brunatnych i tych tęczowych. Jadę dziś późno wieczór na zachód do Lwowa, który już nie jest tym Lwowem podobnym do Wiednia lub Pragi.


Jadę do wpół zniszczonej wiochy ukraińskiej o barwach czerwono-czarnych Bandery i Szuchewycza.


Czytam przed odjazdem wiersz "Gdzie byłeś wtedy" z cyklu lwowskiego Janusza Wasylkowskiego:


"Powracamy na ulicę Zieloną/ powracamy na ulicę Żółkiewską/ na plac Halicki i Rynek/ na Sapiehy i Badenich/ powracamy/ w postrzępionych snach/ i bezskrzydłych marzeniach/ coraz nas mniej/ i/ coraz więcej skłębionych myśli/ że/ ale/ bo/ ktoś zadecydował o nas/ bez nas/ i/ to pytanie/ bez odpowiedzi/ gdzie byłeś wtedy/ Boże".


Trudno jest żyć z zabitym miastem w sercu. Dlatego mijam szybko historię napisaną krwią ludzi, którzy nie potrafili zwyciężyć diabła Stalina i Bandery. Na Cmentarzu Orląt leży nasza chwała zdeptana brudnymi buciskami dziejów. Gdzie byłeś, o Boże!


Eugeniusz Lubański (Kijów)