Start

Lubański: Moja wyspa tonie.

Wciąż pamiętam oglądany dawno film Rosjanina Łungina "Wyspa" ("Остров"). Film ten, który mi pomógł zrozumieć Rosjan, oglądałem w "Oazie" u mego znajomego księdza Adama w Krościenko nad Dunajcem. Teraz wspominam te czasy zimowe nad mroźnym Dunajcem.


Woda mimo mrozów na zamarzała i była żywa i przezroczysta. Lubię Tatry, chociaż z powodu choroby nie jadę wysoko i jestem w tej chwili dolinnym Polakiem. Ale swe serce zostawiłem w górach. Karpaty, Tatry, Sudety. Te nazwy brzmią dla mnie magicznie. Jestem wyspą, która woła o Boże miłosierdzie.


Czepiam się słowa, które mnie wynosi na wyspę Poezji. "Wszystko jest poezją" - napisano na grobie poety polskiego Edwarda Stachury, który za młodu popełnił samobójstwo w 1979 roku. Stachura tak chciał, ale to się nie spełniło, bo świat niepoetycki go zabił bezwzględnie. Bo poeci w tym życiu są wysepkami rożnego rozmiaru.


Teraz czytam "Wyspę" po raz kolejny innego wybitnego polskiego poety, który dożył starości Zbigniewa Herberta:


"Jest nagła wyspa Rzeźba morza kołyska/ groby między eterem i solą/ dymy jej ścieżek oplątają skały/ i podniesienie głosów nad szum i milczenie/ Tu pory roku strony świata mają dom/ i cień jest dobry dobra noc i dobre słońce/ ocean rad by tutaj złożyć kości/ zmęczone ramię nieba oparują liście/ Jej kruchość pośród wrzasku elementów/ gdy nocą w górach gada ludzki ogień/ a rankiem zanim wybłyśnie Aurora/ pierwsze w paprociach wstaje światło źródeł".


Moja wyspa tonie w banalnym oceanie czasu. Staję się powoli nikim we Wszechświecie, który funkcjonuje według niezmiennego ładu. To moje życie niezbyt poetyckie zanika na pustyni cmentarza ludzkich serc.


Eugeniusz Lubański (Kijów)