Start

Lubański: Orłowa - kobieta, która oparła się Stalinowi.

Prawie tydzień w trybie wyjątkowym patrzę w ukraińskiej telewizji "Inter" rosyjski serial "Orłowa i Aleksandrow". W ogóle nie oglądam seriali, ale na ten rosyjski trafiłem przypadkowo i mnie zainteresował. Orłowa - to była ulubiona aktorka Stalina w okresie lat 30. XX wieku. Aleksandrow - to jej małżonek i reżyser filmowy, w których gwiazdą filmową była Orłowa.


Ale w filmie współczesnym pokazano w miarę prawdziwie życie w reżimie Stalina prosperującej inteligencji sowieckiej, generalnie filmowców, bo wódz uwielbiał kino i sam przyglądał się produkcji i polityce filmowej. Reżyser Aleksandrow zdobył popularność w ZSRR swoim filmem z Orłową w głównej roli "Świat się śmieje".


Po tym filmie Stalin zakochał się w Orłowej. Chciał z tej kobiety uczynić niewolnicę i kochankę. Ale kobieta rosyjska potrafiła zachować mimo wszystko godność wśród ludzi zniewolonych przez czerwonego wodza, który nie znał litości w traktowaniu swoich podległych. W tym strasznym i absurdalnym świecie, gdzie o życiu i śmierci decydował władca i tyran Stalin ludzie dali się sobą manipulować w sposób podobny, jak teraz w Rosji lub na Ukrainie czy w Polsce.


Te straszne czasy mafijnej komuny, moim zdaniem wprowadza teraz diabeł dziejów. Nawet Polacy - naród wolny w swojej istocie poddaje się manipulacjom. I chociaż historycznie w okresie międzywojennym w Polsce Piłsudski odgrywał rolę dyktatora, jednak to nie był dyktator, jak zboczony Stalin, który stracił więcej swoich obywateli niż Hitler, ale jest nadal szanowany w Rosji. Najgorszy naród - to ten który szanuje swoich oprawców.


Teraz czytam ponownie, aby zrozumieć do końca ten świat wiersz "Opis króla" Zbigniewa Herberta:


"Broda króla na którą tłuszcze i owacje/ spadały tak że ciężka stała się jak topór/ ukazuje się nagle skazańcowi we śnie/ i na lichtarzu ciała sama świeci w mroku/ Jedna ręka od mięsa wielka jak prowincja/ po której oracz lizie snuje się korweta/ Ręka berłem władnąca zeschła od dystynkcji/ zsiwiała od starości jak stara moneta/ W klepsydrze serca piasek sączy się leniwie/ Nogi zdjęto z butami W kącie jak na warcie/ stoją gdy nocą tężejąc na tronie/ król bezpotomnie trzeci wymiar traci".


W Wielki Czwartek chciałbym być ze swoim Królem Jezusem, bez którego życie traci swój sens i nie przerasta w Wieczność, depcząc nikczemność władzy ziemskiej. Jak dobrze, iż życie się nie kończy na tym ziemskim padole łez.


Eugeniusz Lubański (Kijów)