Start

Lubański: Wspomnienie Wiesława Adama Bergera.

Z niektórymi ludźmi spotykasz się często, ale nie pozostają się w głębi pamięci. Ale bywa także, iż spotkasz człowieka na swej drodze życiowej tylko raz, a pamiętasz na zawsze. Takim człowiekiem dla mnie jest śląski pisarz z Ostrawy Wiesław Adam Berger.

 


 

Na spotkaniu naszym w Tarnowie nie był nawet trzeźwy lecz swoim zachowaniem i szczerym sposobem mówienia pozostawił głęboki ślad w moim sercu. Do dziś po jego śmierci wracam do tego człowieka przez czytanie jego poetyckiej prozy "Most nad Łucyną":


Niełatwo zbudować dom oni marzyli o tym całe życie na starość zamieszkali w swoim - na grządce kwitną floksy na białym usiadł czarny motyl i wtedy dziadek zmarł został po nim sens jego ciężkiego życia dom z kawałkiem pola z zasianą pszenicą - Heleno Heleno co zakwitło w twoim ogrodzie - Janinko co jest zaklęte w młodości - moja rzeka - Łucyna - fascynuje mnie od dziecka i będzie mnie fascynowała aż do grobowej deski do której mi już bliżej niż dalej lecz człowiek nigdy w to nie chce wierzyć to nie są czarne myśli to są zwykłe słowa pogodzenia się z sobą z własdnym losem to jest ów dobry optymizm dobrego życia które się żyło jak należy i na szczęście nie bez kraks bez błędów bez piedestałów - leżę w lecie na piaszczystym brzegu Łucyny tuż pod domem nauczyciela Pawlasa i domem ogrodnika Kuby wszystko się postarzało wracam - wstaję słońce w tym roku jest szczodrobliwe i złotymi cętkami zagląda mi w oczy to jeszcze nie jest "plaża nad Styksem" - chociaż później kiedy popłynę tędy na wspomnianej grobowej desce już nie będzie i zobaczę siebie małego chłopaka wspartego o drzewo i wpatrującego się z ciekawością w kąpiącą się w tej rzece dziewczynę widzę siebie - budującego piaskowe zamki na wodzie...


Jestem w tej chwili trochę młodszy od Adama, ale już nie wychodzę na brzegi piaszczyste Dniepru. Mój bagaż pamięci kreśli mi drogę przyszłości. Próbuję na niej dostrzec zamki na piasku, w których chciałem zamieszkać. Świadkiem mojego życia jest niebo, które zawsze czuwa nad nami.


Eugeniusz Lubański (Kijów)