Start OWP Sycha: Roman Dmowski a relacje polsko-rosyjskie

Sycha: Roman Dmowski a relacje polsko-rosyjskie

Z okazji 76-tej rocznicy śmierci jednego z najwybitniejszych polskich ideologów politycznych, warto przyjrzeć się, jak w istocie na stosunki polsko-rosyjskie zapatrywał się Roman Dmowski.


Jedni uważają go za rusofila lub przynajmniej umiarkowanego panslawistę.Drudzy twierdzą, że z rusofilią Dmowski nie miał nic wspólnego a Rosję podczas I wojny światowej zalecał popierać z przyczyn wyłącznie antyniemieckich. Gdzie więc leży prawda?


Najwięcej na temat relacji polsko-rosyjskich Dmowski powiedział w swojej książce Niemcy, Rosja i kwestia polska. Zawarł tam bardzo wnikliwą analizę położenia geopolitycznego Polski, oraz opisał rolę, jaką kwestie polskie odgrywaja u obu zaborców – w Niemczech i w Rosji. Spotkałem się swego czasu ze stwierdzeniem, że Dmowski będąc człowiekiem żyjącycm pod zaborem Rosji naturalną koleją rzeczy będzie zalecał popierać Rosję. To nonsens, równie dobrze dziś Polacy będący pod swoistą okupacją ekonomiczną Niemców i Francuzów (hipermarkety, centra handlowe) idąc tym tokiem rozumowania powinni zbiorow być jednocześnie germano- i frankofilami. A przecież wcale tak nie jest.


Najlepiej sprawę relacji Polska-Rosja oddaje słynna podróż Dmowskiego do Japonii w maju 1904 roku. W trakcie działań wojennych na Dalekim Wschodzie, gdzie carska Rosja uwikłała się w batalię z Japonią i w której poniosła militarną i polityczną klęskę, w zamyśle Józefa Piłsudskiego narodził się pomysł, w tym czasie rozpętać antyrosyjskie powstanie z poparciem rządu japońskiego. W tym celu Piłsudski oraz inny działacz PPS, Filipowicz, wyjechali za pośrednictwem ambasady japońskiej w Londynie do Tokio, ustalając warunki wspołpracy. Roman Dmowski udał się do Japonii, poprzez USA i Kanadę, by temu przeszkodzić. Podróż przez długi czas utrzymywana była w ścisłej tajemnicy, Dmowski jechał tam jako reprezentant polityczny Ligi Narodowej. Zamiarem Dmowskiego było nawiązać kontakty z władzami japońskimi, by nie pomagać działaczom PPS w wywołaniu antyrosyjskiej rebelii w Królestwie Polskim, co też osiągnął. Wielokrotne spotkania z japońską arystokracją, wojskowymi oraz przedstawicielami rządu okazały się owocne, Dmowski zapobiegł wybuchowi kolejnego powstania zbrojnego przeciw Rosji. Jego argumentami nie były jednak skrajnie rusofilskie tezy propagandowe czy też oczernianie Piłsudskiego w oczach japońskiego rządu. Dmowski oparł się na prostej kalkulacji, że powstanie nie przyniesie żadnych zmian w kształcie zachodniej granicy Rosji (a więc kształ i forma Królestwa Polskiego nie ulegną żadnej zmianie) w przypadku zwycięstwa Japonii. Drugim silnym argumentem, który trafił do Japończyków, był prosty fakt, że po każdym przegranym powstaniu Polacy opadają z sił na co najmniej 30 lat i w interesie narodowym samych Polaków powstanie zbrojne nie leży. Japończycy rozumieli pojęcie interesu narodowego jak mało kto, więc taka argumentacja do nich przemawiała. Reasumując, Roman Dmowski nie był przykładem bezmyślnego fanatycznego rusofila. Nie był sługusem Rosji, po prostu rozumiał że czasami interesy Polaków i Rosjan są zbieżne, i bez względu na dzielące oba narody różnice oraz trudną historię, trzeba umieć myśleć realistycznie i racjonalnie. Za działaniem Dmowskiego nie przemawiała chęć przypodobania się rosyjskiemu rządowi, Dmowski kierował się wyłącznie polskim interesem narodowym. Zapobiegł zbędnemu rozlewowi krwi, co bardzo opłaciło się Polakom w dalszej perspektywie. A że przypadkiem interes Polaków zbiegł się z interesem Rosjan walczących z Japonią (na pewno zażegnanie powstania na drugim krańcu kraju musiało być dla Rosjan ulgą militarną, pomimo tego że wojnę z Japonią i tak przegrali), no cóz.. Czasem tak w polityce bywa.


Dmowski rozumiał charakter narodowy Rosjan, wiedział że Rosjanie nie są nieskazitelni, mają wady jak każdy naród. Co więcej, dzieciństwo i młodość spędził pod obcym zaborem, trzeba pamiętać, że wówczas niepodległa Polska nie istniała. I mimo silnych resentymentów które rzutowały na nastroje Polaków, rozumiał też że w nadchodzącej tzw. Wielkiej Wojnie, większe korzyści przyniesie poparcie Rosji, nie zaś Niemiec i Austro-Węgier. Nie dlatego że był zakochany w Rosji, nie dlatego że mu za taką politykę płacił carski rząd. Chłodna polityczna kalkulacja, co się bardziej opłaca. Robienie z Dmowskiego miłośnika Rosji jest nieporozumieniem. Chociaż sympatie słowianofilskie wykazywał i również pod kątem kulturowym klasyfikował Polaków zdecydowanie bliżej Rosjan, aniżeli narodów zachodnich. Co innego jednak zamiłowania kulturowe, co innego polityka.


Dmowski był zimnym analitykiem, rozumiał że w relacjach międzynarodowych liczy się przede wszystkim interes, nie ma miejsca na mityczne przyjaźnie. I takie samo realistyczne podejście do spraw polityki, szczególnie zagadnień międzynarodowych, zalecał Polakom. Dmowski mówił i pisał jasno – popierać Rosję, nie z miłości, lecz z czystego interesu. Rosja ma wady, może nam się nie podobać, ma swoje grzechy za uszami ale jednak geopolityka jest nieubłagana.


Jak w kontekście współczesności należy odczytywać tok myślenia Dmowskiego? Popatrzmy. Rosja ma za sobą niedaleką trudną historię. Komuniści dopuścili się okropnych zbrodni. Po II wojnie światowej Związek Radziecki zajął pół Europy i ustanowił swoje rządy. Epoka zimnej wojny jednak dawno się skończyła. Komunizmu już nie ma, Rosją rządzi prezydent któremu akurat ani w głowie restaurować ZSRR. Zamiast tego dąży do odbudowy narodowej potęgi Rosji. Narodowej, nie socjalistycznej. Owszem, przy okazji chce trochę odwrócić układ sił na świecie, jaki wytworzył się po 1989 roku i w wyniku którego globalnym liderem stały się Stany Zjednoczone. I znowu wytwarza się analogiczna sytuacja jak przed I wojną światową. Czy to źle, że USA słabną, Europa Zachodnia pogrążą się w kryzysie a na horyzoncie rysują się nowe potęgi – Brazylia, Chiny, Indie i odradzająca się Rosja? Czy to dla Polski jest zagrożenie, czy szansa?


Sytuacja polityczna przedstawia się w Polsce następująco. Wszystkie w zasadzie opcje polityczne opowiadają się za kierunkiem euroatlantyckim. Jakiekolwiek rozważania o jego zmianie, o potrzebie normalizacji stosunków z Rosją są w najlepszym wypadku na poziomie dyskusji i analiz w niszowych klubach akademickich lub marginalnych organizacji, partii i stowarzyszeń, które nie posiadają poważnej reprezentacji ani w parlamencie ani w samorządzie. Czy naturalną sytuacja jest, gdy wszystkie czołowe media w Polsce przekonują że jedyna słuszna droga to sojusz z Zachodem? Znając sytuację w Polsce, zaraz pojawią się komentarze że ten tekst został napisany przez jakiego stukniętego rusofila i to jeszcze za pieniądze Kremla. Ale w podobnych analizach, a czytam ich sporo (np. Piskorskiego z ECAG), nie ma ani słowa o wiernopoddańczej polityce Polski wobec Moskwy (czego nie można powiedzieć o aktualnej polityce wobec USA, ona nie jest nawet wiernopoddańcza, ona wręcz śmierdzi prostytucją...). Media w Polsce i czołowi politycy przekonują że Putin to straszny potwór, niemal ludożerca. A co mówią fakty? Za czyje więzienia nie tak dawno było nam się wstydzić i tłumaczyć przed Radą Europy – amerykańskie czy rosyjskie? W sytuacji gdy wszystkie media, rząd i tzw. elity murem stają za Ukrainą, gdzie ta mityczna agentura Kremla? Jeśli agentura jest taka potężna, to powinna narzucać raczej działania odwrotne, czyż nie?


Spotkałem się też ze zdaniem, że na Ukrainie walczą nacjonaliści z innych krajów Europy, że warto wspierać kwiat europejskiego nacjonalizmu. Być może i walczą tam nacjonaliści zachodnioeuropejscy, ale jaki to dla Polski profit? Polski nacjonalista nie powinien z automatu dogmatycznie iść za innymi nacjonalistami, bez refleksji i zastanowienia się czy warto. Obcy nacjonalista niekoniecznie musi okazać się sojusznikiem i niekoniecznie musi przejawiać zainteresowanie losem Polaków. Co zresztą dobitnie widać na przykładzie UPA i banderowców. Człowiek rozsądny określa z kim mu bardziej po drodze. Dmowski o Ukrainie również pisał, że jeśli to państwo stanie się kiedykolwiek niepodległe, to szybko stanie się skupiskiem przestępców z całego świata. Ani trochę nie pomylił się w ocenie. Przede wszystkim więc idea wspierania Ukrainy nie jest endecka, lecz piłsudczykowska, wkomponowuje się w tzw. politykę jagiellońską. Czego Dmowski nie popierał. Jeśli więc ktoś uważa się za narodowca, a opowiada się po stronie niepodległej Ukrainy to myśli według wytycznych Piłsudskiego, z historycznego punktu widzenia. Ktoś taki nie jest narodowcem i nie powinien się nim określać.


Idąc krokiem myślenia Dmowskiego, trzeba kierować się narodową racją stanu, bez względu na wszystko. Rosja jaka jest, taka jest, ale (przypadkiem czy nie) interesy Polski i Rosji znowu stają się styczne. Szczególnie w sprawie Ukrainy. Na co oczywiście i rząd i media są ślepe, albo udają że są ślepe. W Polsce nie ma ani jednej rosyjskiej stacji telewizyjnej, łatwo dostępnej dla dużej liczby Polaków. Takie rozgłośnie jak Głos Rosji są znane chyba tylko miłośnikom kultury rosyjskiej, ludziom którzy postanowili szukać mediów alternatywnych. Może gdyby była szerzej reklamowana, znalazłaby więcej słuchaczy, wszak jest łatwo dostępna przez internet. Za to media zachodnie i prozachodnie nadają pełną parą i robią Polakom kisiel z mózgu. Czy tak można mówić o uczciwej równowadze informacji w Polsce? Moim celem nie jest kreowania na siłę uczuć do Rosji. Ale tak jak kiedyś, tak i dziś trzeba się zastanowić, czy przypadkiem interesy Polaków i Rosja się nie zbiegają. Nie trzeba być wcale skrajnym rusofilem, wystarczy racjonalnie myśleć i walczyć przede wszystkim o swoje interesy.


Na zakończenie dodajmy jeszcze jeden wątek z historii rosyjsko-japońskiego konfliktu zbrojnego z 1904 roku. Dmowski pisał, że wielką mądrością ze strony Polaków było wówczas zaniechanie powstania a zażądanie jedynie swobód autonomicznych. Sztuką jest nie machać szabelką, lecz umieć wywalczyć to co, możliwe. Nie można narzucać naszego punktu widzenia wszystkim dookoła, szczególnie u Rosjan wzbudzi to wrogość. Z Rosją trzeba umieć rozmawiać, a tej sztuki warto się nauczyć, bo można wiele zyskać na ewentualnej współpracy.


I taka mała dygresja. Czy współczesny Ruch Narodowy to rzeczywiście dziedzictwo myśli Dmowskiego? Nie będę tu rozgrzebywał licznych przemówień ani komentarzy szefostwa ONR czy całego Ruchu. Ale przypomnę taki oto tekst, jaki ukazał się kiedyś w czasopismie Magna Polonia nr 5/2013, autorstwa niejakiego Wojciecha Górskiego, ukazał się artykuł pt. Koncepcje obronności. Jest bardzo ciekawe stawierdzenie na temat prognoz ewentualnych konfliktów zbrojnych. Mianowicie: Nasze obecne stosunki z sąsiadami są różne i mogą szybko ulegać zmianom, dlatego potrzebna jest nam elastyczna, uniwersalna i skuteczna koncepcja obronności. Mimo że trwa obecnie globalna wojna ze światowym terroryzmem, to jednak realne zagrożenie dla naszego państwa mogą przynieść w przyszłości klasyczne konflikty międzynarodowe, w rozumieniu międzypaństwowe. .. Rozległe tereny Podlasia, Lubelszczyzny, Polesia, Mazowsza czy Wielkopolski świetnie nadają się do prowadzenia szerokich operacji z użyciem typowych formacji pancernych i zmechanizowanych, a przecież wszystkie kraje wokoło posiadają takie wojska. Dla zobrazowania powiem tylko, że w 1944 roku wojska sowieckie spychając zaprawionych przecież w boju Niemców pokonały odległość od Bugu do Puław w niecały tydzień. To prawie 1/3 współczesnej Polski, a od tamtego czasu technika poszła trochę do przodu. Skoro więc wiemy, że przeciwnik użyje na szeroką skalę czołgów i transporterów, my też musimy takowe posiadać w odpowiedniej liczbie i umiejętnie je wykorzystać. W takim zestawieniu przewidywań łatwo się domyślić, że autor obawia się przede wszystkim konfliktu zbrojnego z Rosją, kreśli nawet jego wstępny scenariusz, wskazując regiony, przez które najłatwiej przemieszczałby się wydumany przeciwnik. Dalej, już samo stwierdzenie o wojnie z globalnym terroryzmem nakazuje, by myśleć kategoriami takimi jak amerykański generał. Wiadomo, wojna z terroryzmem, czyli wrogiem islam i przy okazji Rosja, a przyjacielem lub krajem co najmniej wartym poparcia są USA. Zapominając przy tym, że wojna z terroryzmem została rozpętana na życzenie i w interesie Waszyngtonu. Bardzo dziwna jest też mowa, o tym, że graniczymi z różnymi sąsiadami i potrzebujemy uniwersalnej koncepcji obronnej. Tak naprawdę to zbrojnie nie zagraża nam żaden sąsiad. Niemcy są narodem wykastrowanym mentalnie i psychologicznie. To naród pacyfistów, skrajnie odmienny od obrazu Niemca z epoki II wojny światowej. Panie Górski, nie te czasy, Bundeswehra nie wjedzie nam tu z kolejnym Guderianem na czele. Zresztą nie ma takiej potrzeby, Niemcy i tak już ekonomicznie prawie w całości podbili nasz kraj. Pozostałe kraje nie są dla nas zagrożeniem, no może poza Ukrainą, której władze są nieprzewidywalne i tak naprawdę trudno ocenić, co zrobią jutro i pojutrze. Na wypadek tego jednego konfliktu rzeczywiście trzeba być gotowym, ale do tego nie potrzeba koncepcji uniwersalnej tylko wzmocnionej armii i przystosowanego do działań wojennych najbardziej zagrożonych rejonów. Natomiast Rosja nie jest żadnym wrogiem i żadnym zagrożeniem, o ile sami jej takim nie uczynimy. Zamiast opracowywać koncepcje walki z Rosją może lepiej pomyśleć, jak unormować z tym państwem relacje dyplomatyczne i gospodarze. Jakiekolwiek mówienie o wojnie z Rosją już samo w sobie powinno być karygodne a ukazanie się podobnych stwierdzeń na łamach prasy związanej z Ruchem Narodowym dobitnie wskazuje, jak bardzo od nauk Dmowskiego oddalili się ci, którzy mienią się jego ideowymi spadkobiercami.


Daniel Sycha


Bibliografia:

Roman Dmowski Niemcy, Rosja i kwestia polska. Częstochowa, Antoni Gmachowski i S-ka, Spółka wydawnicza, 1938.

Mariusz Kułakowski Roman Dmowski w świetle listów i wspomnień. Wyd. Dębogóra 2014.

Wojciech Górski, Koncepcje obronności, Magna Polonia nr 5/2013

Komentarze

Imię/nick *
URL
Kod   
Wyślij komentarz