Start Myśl Polska Antoni Koniuszewski: Gdzie Krym – gdzie Rzym?

Antoni Koniuszewski: Gdzie Krym – gdzie Rzym?

Wydawałoby się, że w przypadku ukraińskich rozgrywek między potęgami świata, stoimy po właściwej stronie. U boku globalnego hegemona i bez wątpienia aranżera kijowskich wydarzeń. Tylko czy rzeczywiście taki jest nasz narodowy interes; państwowa racja stanu? Problem sprowadza się bowiem głownie do tego, czy Amerykanie wygrają, także na finiszu oraz czy skutecznie ochronią nas przed różnymi retorsjami, których skutki mogą okazać się dla Warszawy politycznie kosztowne, zaś ekonomicznie dotkliwe. Nadmuchany do granic wytrzymałości minister Radek Sikorski, najczęściej zbyt egzaltowany i pyszałkowaty – to nie jest najlepsza wykładnia naszych rzeczywistych priorytetów.


Problem polega też i na tym, iż my nie stoimy „u boku” supermocarstwa, lecz świadczymy różne przysługi za niewielkim wynagrodzeniem, np. 15 mln dolarów za udostępnienie ustronnej bazy. Oto sprowadzenie sprawy do właściwej skali. Tak więc w przypadku Ukrainy możemy zaledwie tworzyć tak zwane propagandowe tło, udostępniać szpitalne łóżka i to nie w nadmiarze, dawać jadło drugorzędnym bojownikom, w sam raz powołującym się na Banderę. I to właściwie koniec naszej oferty. Pomijając  interesy: a gdzie jest duma i honor narodowy?


Ogólnie, mimo sztucznie podtrzymywanej euforii, wypadamy dość blado i zdecydowanie nieprzekonywująco. Właściwie na ochotnika, bez sensownej kalkulacji, stajemy do współzawodnictwa z Rosją o Kijów. Przy czym nie powinniśmy zapominać do jakich nieszczęść doprowadziły Polskę mrzonki i chorobliwe sny brygadiera Piłsudskiego na temat restytucji jagiellońskiego imperium. A przecież obecna sytuacja jest o wiele trudniejsza. Wtedy można było mieć przynajmniej nadzieją, że na obszarach Międzymorza zapanowała chwilowa geopolityczna pustka, którą  da się jeszcze wypełnić. A teraz nie. Pozostaje więc wierna służba obcym interesom. Jakie atuty mamy w konfrontacji z Rosją po swojej stronie, poza wiarołomnymi sojusznikami?


Obawiam się, że nierealne. Rosyjskie flagi pojawiają się na ukraińskim Wschodzie, zwłaszcza na Krymie – polskie nie. Nie słyszałem, by kijowscy banderowcy wywiesili je na opanowanych rządowych budynkach, choćby jako dowód tak zwanej wdzięczności. Poza tym nie mamy najmniejszych możliwości wpłynąć na tamtą gospodarkę, a Moskwa tak. Pominę już siłę militarną polskiej armii, a na dobrą sprawę jej prawie zupełny brak. W tych okolicznościach nie bądźmy groteskowi, gdyż narażamy się na śmieszność, a nawet pogardę. Nie ma co tego ukrywać. Szkoda tylko, że tak wielu Polaków uległo tym zwodniczym iluzjom.


Antoni Koniuszewski

Komentarze

avatar Józef K .
0
 
 
Włożyli amerykanie Sikorskiemu słomkę w dupę i dmuchają jak żabcię .
Imię/nick *
URL
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
Imię/nick *
URL
Kod   
Wyślij komentarz