Start LOS Wojciech Podjacki: Po pierwsze edukacja

Wojciech Podjacki: Po pierwsze edukacja

Edukacja szkolna dzieci i młodzieży ma dla przyszłości każdego narodu znaczenie fundamentalne. Dlatego im bardziej jest ona powszechna i dobrej jakości, tym społeczeństwo ma lepsze widoki na przyszłość, lepiej się rozwija i szybciej pozbywa się kompleksów niższości wobec bardziej zaawansowanych cywilizacyjnie narodów. Poza tym łatwiej jest znaleźć pracę dobrze wykształconym absolwentom, niż ludziom bez szkoły. Nie można więc przejść obojętnie wobec niebezpiecznych tendencji, które prowadzą do ograniczenia dostępu do edukacji wielu młodym Polakom.



Dzisiejsi zarządcy naszego kraju przypominający raczej przytępawych ekonomów z pańszczyźnianego folwarku, niż polityków świadomych dziejowej misji narodu, zdają się w ogóle nie rozumieć potrzeby solidnej i powszechnej edukacji całego społeczeństwa, a koncentrują się tylko na zapewnieniu wykształcenia własnym latoroślom i potomkom elity społecznej. Przyczyną takiego stanu rzeczy może być również celowe działanie mające na przyszłość zakonserwować obecne stosunki społeczne. Łamane są przy tym zasady egalitaryzmu, którymi przy każdych wyborach politycy wycierają sobie gęby, aby zyskać poklask „ciemnego ludu”, a potem i tak powracają do realizowania ulubionej przez nich koncepcji elitaryzmu, gwarantującej im zajmowanie uprzywilejowanej pozycji w społeczeństwie.



Daleki jestem od tego, aby twierdzić, że wszyscy ludzie są sobie równi zdolnościami i potencjałem rozwojowym, ale co innego, gdy zróżnicowanie społeczeństwa przebiega na drodze uczciwej selekcji, a inaczej jest, gdy otwartą drogę awansu społecznego mają tylko ci, których nobilituje do tego nie wrodzony talent i pracowitość w zdobywaniu wiedzy, a jedynie odpowiednie urodzenie i stan posiadania. Uważam, że nie ma w tym problemu, gdy majętni rodzice zapewniając swoim pociechom dobre wykształcenie otwierają im drogę do świetnej kariery, ale krew mnie zalewa jak patrzę na przedstawicieli dzisiejszych elit, którzy jakże często swoją pozycję zawdzięczają wyłącznie rodzinnym koneksjom. Na salonach III RP pałętają się całe stada ludzi bez polotu i charakteru, ale za to wywodzących się z szeregów nomenklatury. Istnieją już nawet dynastie salonowców i celebrytów, gdzie po dziadkach i ojcach następuje pokolenie ich wnuków. Jeszcze bardziej oburzające jest to, że proceder kreowania dzisiejszych elit odbywa się za publiczne pieniądze, co jest skandaliczną praktyką. Jak bowiem inaczej nazwać wszechobecny nepotyzm, konkursy na stanowiska ustawiane pod „swoich”, czy zagraniczne stypendia dla „najlepszych”, gdy jednocześnie masowo zamyka się szkoły, zwalnia się tysiące nauczycieli i nie robi się nic, aby zahamować stale rosnące koszty kształcenia dzieci.



Wyraźnym przykładem lekceważenia potrzeb edukacyjnych społeczeństwa jest kwestia podręczników szkolnych, która w związku z „nowym” pomysłem ogłoszonym niedawno przez premiera Tuska stała się popularnym tematem politycznych debat. Szef rządu zapowiedział, że od 1 września 2014 r. dzieci, które pójdą do I klasy szkoły podstawowej otrzymają darmowy podręcznik, obiecał także poczynić starania, aby zmniejszenie ceny podręczników dotyczyło wszystkich roczników. Temu ma również służyć zakaz sprzedaży podręczników w pakietach z materiałami dodatkowymi, co znacznie podraża ich koszt oraz eliminacja treści, które czyniły je jednorocznymi. Cel to zaiste szlachetny i godny pochwały, aby pomóc rodzicom w obniżeniu kosztów nauki ich dzieci. Ale czy intencje rządu są w tej kwestii czyste?



Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że działania te wymuszone są przez spadające poparcie dla PO, która chce poprawić swoje notowania przed wyborami do Parlamentu Europejskiego i takie pomysły noszą wyraźne znamiona „kiełbasy wyborczej”, a po wyborach, czeka nas zapewne powrót do szarej rzeczywistości, co rząd skwituje po swojemu, że chciał, ale nie mógł… Warto też wspomnieć, że gra toczy się o niebagatelne kwoty, ponieważ wg badań CBOS z jesieni 2013 r. rodzice wydają na zakup podręczników przeciętnie po 382 zł w przeliczeniu na jedno dziecko, natomiast wydatki ponoszone na wyposażenie dzieci do szkoły stanowią największą pozycję w ich budżecie. W ocenie Tuska koszt produkcji podręcznika dla ok. 550 tys. pierwszoklasistów nie powinien przekroczyć 10 mln zł, a dotychczasowe wydatki rodziców na zakup tzw. boxów w pierwszej klasie wynosiły blisko 140 mln zł. Ta ogromna różnica zdaniem premiera jest „swojego rodzaju patologią na rynku podręczników i pomocy naukowych”, tylko tu rodzi się pytanie: czy okazywana obecnie troska o kondycję materialną rodziców i oburzenie na zdzierstwa wydawców są szczere, czy wynikają z obawy o wynik wyborów? Jak bowiem inaczej oceniać rządzących, którzy sprawując władzę od 2007 r. nie zrobili nic, aby ulżyć ciężkiej doli rodziców. A to przecież ich karygodne praktyki są główną przyczyną powstania wielu groźnych patologii w systemie edukacji i na rynku podręczników szkolnych.



Nie można wierzyć komuś, kto w przeszłości nie dotrzymywał składanych obietnic, a rząd Tuska lansował kiedyś program – „Komputer dla ucznia”, który zakładał, że od początku roku szkolnego 2010/11 każdy gimnazjalista miał mieć dostęp do spersonalizowanego laptopa i internetu. Powołano nawet specjalny zespół, na którego czele stanął szef kancelarii premiera Tomasz Arabski i ogłoszono zamiar wydatkowania na ten cel ok. 500 mln zł rocznie. Arabski twierdził, że ten informatyczny skok miał przygotować uczniów do lepszego korzystania z nowoczesnych technologii, co miało się wyrażać w rzuconym przez niego haśle: „Cała Polska – enter”. Tyle, że z programu nic nie wyszło i dlatego odpowiedniejszym zawołaniem tuskowych reformatorów powinno być raczej: „Cała Polska – deleted”!



Minister Arabski „poszedł w ambasadory” do Hiszpanii, a rząd nie dość, że nie rozliczył się z wcześniejszej obietnicy darmowych laptopów, to obiecuje teraz darmowe podręczniki. Nie radzę więc pokładać nadziei w fałszywej trosce okazywanej przez premiera Tuska. Roztropniej będzie zrobić wszystko, aby jak najszybciej odsunąć od władzy szkodników z obecnej koalicji, którzy stwarzając sztuczne przedziały w społeczeństwie, pozbawiają nas równych szans na rozwój i degradują cywilizacyjnie nasze państwo. Pamiętajmy przy tym, że „takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”.


Wojciech Podjacki

 

Autor jest Przewodniczącym Ligi Obrony Suwerenności. Artykuł ukazał się w kwartalniku „Polski Szaniec” nr 1/2014.

Komentarze

Imię/nick *
URL
Kod   
Wyślij komentarz