Start Myśl Polska Michał Soska: Janukowycz kapituluje?

Michał Soska: Janukowycz kapituluje?

Prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz najwyraźniej ugiął się przed naciskami ze strony UE i demonstrujących ekstremistów. Po trzech dniach chaosu w stolicy, który doprowadził do śmierci około setki ludzi i jedynie werbalnej próbie przywrócenia porządku w Kijowie w piątek, 21 lutego, ogłoszono że doszło do „porozumienia” – czyli de facto przyjęcia przez prezydenta żądań opozycji i jego rezygnacji z stania na straży prawa, porządku i konstytucji.


To niespotykany w Europie od lat przypadek, że przemoc, ekstremizm i terror zwyciężają nad zdrowym rozsądkiem i przestrzeganiem prawa. Jeżeli Janukowycz faktycznie podda się dyktatowi ekstremistów i przywódców z zagranicy, Ukraina teraz dopiero może stać u krawędzi prawdziwego chaosu i wojny domowej. Czy za naszą wschodnią granicą spełni się scenariusz znany z Libii, Syrii czy Egiptu? O tym przekonamy się zapewne już w ciągu kolejnych dni czy tygodni.


Przez trzay dni na ulicach Kijowa trwał praktycznie stan wojny domowej. To już nie były demonstracje i protesty, a brutalna walka z wszelkimi jej objawami: zabitymi, rannymi, strzelającymi z dachów snajperami, demolowanymi domami, rabowanymi sklepami, podpalanymi samochodami i płonącymi ulicami. Choć sytuacja była tragiczna, i nadal tak naprawdę nie wiemy, kto doprowadził do eskalacji (obydwie strony obwiniały się o to nawzajem). Wiemy jedynie, że Janukowyczowi nie starczyło siły i determinacji, by zaprowadzić porządek; a przecież mógł to uczynić, faktycznie wprowadzając do akcji dywizję powietrzno-desantową, pułk kawalerii powietrznej czy 10 tysięcy rzekomo zmobilizowanych studentów z Odessy, czym straszyli (i czego zapewne gorąco sobie życzyli) ekstremiści ukraińscy i nasi ich sprzymierzeńcy. W sytuacji, w której znajdowała się stolica państwa od wtorku (wzięci do niewoli milicjanci, podpalane wozy sił porządkowych, jawny terror, koktajle Mołotowa, płonące barykady, latające w powietrzu kostki brukowe, płyty chodnikowe i krawężniki oraz świstające serie z broni maszynowej); w sytuacji, w której śmierć poniosły dziesiątki ludzi, a setki obywateli zostało rannych – zadaniem głowy państwa było przywrócenie porządku i bezpieczeństwa. Może nie za wszelką cenę, ale na pewno z większym zaangażowaniem, niż widzieliśmy to w przypadku realnych posunięć prezydenta. Praktycznie wszelkie informacje o nadciągającym wojsku, przygotowywanej pacyfikacji czy planowanym szturmie Majdanu z pełnym użyciem ostrej amunicji okazały się jedynie plotkami, celowo rozpowszechnianymi przez zwolenników eskalacji terroru. Nawet te decyzje, zmierzające do zapewnienia porządku i bezpieczeństwa w stolicy państwa, które faktycznie zapadły, zostały szybko cofnięte.


Biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności – zadaniem prezydenta było przywrócenie porządku w Kijowie. Nad tłumem nie panował już nikt – jawnie przyznawali to liderzy opozycji. Celem ekstremistów nie było porozumienie czy kompromis, a walka, terror i zniszczenie (co zresztą doskonale obrazowały zdjęcia z Kijowa: sterty pustych butelek i puszek po alkoholu, prowizoryczne wyrzutnie koktajli Mołotowa, prymitywna broń w postaci łomów, toporów i stalowych prętów, przygotowywane zapasy kamieni i kawałków betonu, które polecieć miały na głowy milicjantów i funkcjonariuszy służb państwowych). Te 30 tysięcy ludzi, które odpierały nie do końca konsekwentne próby opanowania Majdanu na tzw. „wysepce” – to nie byli demonstranci czy protestujący. To byli najwięksi ekstremiści, umundurowani, uzbrojeni, agresywni. W dużym stopniu byli to także neonaziści z żółtymi opaskami z „wilczym hakiem”, z symbolami ukraińskiej dywizji SS, OUN i UPA. Nie trudno znaleźć także zdjęcia, pokazujące narysowane na barykadach swastyki czy portret Hitlera.


Ale zamiast rozprawić się z tym bałaganem, prezydent Janukowycz po kilku dniach niezdecydowania i braku konsekwencji w końcu chyba faktycznie ugiął się przed presją UE. Po wizycie ministrów spraw zagranicznych Polski, Niemiec i Francji i groźbach UE, że nałożone zostaną na Ukrainę sankcje w postaci zakazu wjazdu dla przedstawicieli władzy państwa, blokady zagranicznych kont bankowych i embarga na dostawy broni, 21 lutego ogłoszono, że Janukowycz zgodził się na spełnienie warunków opozycji. Tymczasowe porozumienie, które ma zostać na razie parafowane, obejmuje następujące postanowienia: utworzenie rządu tymczasowego z przedstawicielami opozycji; przywrócenie do września konstytucji z 2004 roku, odbierającej prezydentowi większość uprawnień; przedterminowe wybory parlamentarne i prezydenckie do grudnia 2014.


Taki rozwój sytuacji to klęska porządku prawnego i demokratycznie ustanowionych instytucji państwowych oraz zwycięstwo terroru i chaosu. Ale i tak dalekie ustępstwa prezydenta nie zadowalają opozycji, która dotychczas upierała się przy bezwarunkowej dymisji prezydenta, rozwiązaniu rządu i natychmiastowych nowych wyborach. Choć cały czas nie jest pewne, czy do porozumienia Janukowycza z opozycją i przedstawicielami UE faktycznie dojdzie, wydaje się już, że prezydent nie jest zdolny do przywrócenia porządku w państwie.


Nadal więc trudno jest przewidzieć, jak rozwinie się sytuacja na Ukrainie. Jeżeli przedterminowe wybory wygrałaby Partia Regionów i Janukowycz lub inny jej kandydat na prezydenta, wojna domowa będzie trwała nadal, opozycja bowiem nie zaakceptuje takiego scenariusza. A jeżeli wygra je obóz opozycji – bardzo szybko okaże się, że jest on podzielony i reprezentuje sprzeczne interesy. Liberalno-demokratyczne, a w zasadzie bezideowe ugrupowania Witalija Kliczki i Arsenija Jaceniuka, reprezentujące co najwyżej interesy finansowe nielicznych przedsiębiorców i oligarchów, poróżnią się z radykalnymi nacjonalistami OlehaTiahnyboka. Będą kłótnie parlamentarne, zapewne pojawią się afery, sytuacja polityczna będzie niestabilna. Forsowanie przyciągania Ukrainy do Unii będzie oznaczało takie negatywne konsekwencje społeczno-ekonomiczne, jak masowe bezrobocie, zamykanie fabryk, emigrację zarobkową młodych Ukraińców na wielką skalę i drastyczny wzrost cen – niezadowolenie społeczne i protesty będą nieuniknione. Szybko okaże się, jak naiwne były mrzonki o rozwoju ekonomicznym Ukrainy dzięki wolnemu handlu z Europą: Unia nie szuka w Ukrainie dostawców towarów, a wielkiego rynku zbytu. Nie wspominając już nawet o tym, że ewentualne dostosowywanie Ukrainy do wymogów unijnych trwać będzie długie lata, i będzie o wiele bardziej bolesne dla ludności, niż cała transformacja systemowa w Polsce.


Trudno też przewidzieć, jak zachowa się prorosyjska część społeczeństwa i sama Rosja, która tak łatwo na utratę wpływów na Ukrainie się nie zgodzi. Dzięki Rosji Ukraina, która jako państwo jest bankrutem, ma dostęp do korzystnych kredytów, tanich surowców i czerpie zyski z eksportu do krajów byłego ZSRR. Oczywiście możliwe jest także powtórzenie wydarzeń z okresu tzw. pomarańczowej rewolucji, czyli szybka kompromitacja obozu „demokratycznego” i prozachodniego i spowodowane niezadowoleniem społecznym z rozwoju sytuacji wewnętrznej zwycięstwo sił prorosyjskich w kolejnych wyborach. Póki co wszystkie scenariusze wydają się możliwe, podział w społeczeństwie istnieje i stawianie Ukrainy w sytuacji wyboru bipolarnego – albo UE, albo Rosja – na pewno nie doprowadzi do zakończenia konfliktu.


Michał Soska


Myśl Polska nr 9-10 (2-9.03.2014)

Komentarze

Imię/nick *
URL
Kod   
Wyślij komentarz