Start Myśl Polska Władimir Kliczko u kanclerz Merkel

Władimir Kliczko u kanclerz Merkel

Mistrz świata w boksie wagi ciężkiej i jeden z liderów ukraińskiej opozycji, Władimir Kliczko, po raz kolejny daje władzom prezydenckim argument na rzecz tezy, że „Euromajdan” to przynajmniej w części rezultat intryg zagranicy. Wraz z Olegiem Jaseniukiem, drugim liderem opozycji, pojechał do Berlina, by „żądać” od niemieckiej kanclerz sankcji wobec władz państwowych Ukrainy i finansowego wsparcia dla demonstrującej opozycji.


Niemieccy komentatorzy się śmieją, że żądać pan Kliczko to sobie może co najwyżej u siebie w domu – a nawet tam nie za bardzo, bo w bądź co bądź tajnych i demokratycznych (mimo pewnych zastrzeżeń) Ukraińcy na prezydenta wybrali Janukowycza, a nie pana Kliczkę.


Na zaproszenie kanclerz Merkel do Berlina przybyli 17 lutego Kliczko i Jaseniuk. Kliczko od wielu lat żyje i trenuje w Niemczech, i nie jest żadną tajemnicą, że łączą go związki z niemiecką rządzącą chadecją (CDU), oraz że instytut tejże partii wspiera finansowo opozycję. Teraz Kliczko przyjechał stawiać niemieckiej kanclerz żądania – konkretnych sankcji wobec legalnych władz swojego kraju. „Domagamy się od miesięcy blokady kont oraz zakazów wjazdu do UE dla członków rządu – teraz oczekujemy jasnego sygnału” – napisał Kliczko dla niemieckiego dziennika. Kliczko chciałby także, aby to Niemcy przejęły „wiodącą rolę” w rokowaniach władz z opozycją, ponieważ „pilnie potrzebni są w kraju niezależni obserwatorzy” (!). Najwyraźniej żadnej sprzeczności pomiędzy „niezależnymi obserwatorami” a „wiodącą rolą” w rokowaniach Niemiec, które finansują opozycję, W. Kliczko nie widzi – ale to być może są skutki odbytych przez pięściarza walk. O wsparcie ze strony urzędu kanclerskiego prosi także demokrata Jaseniuk, idzie jednak jeszcze dalej – chce nie tylko wsparcia politycznego, ale i finansowego, i to z całej Unii.


Z całej akcji Niemcy się śmieją. Raz, że kanclerz Merkel ma teraz wewnętrzne tarapaty na głowie (kryzys rządzącej koalicji z powodu afery z zarzutami o posiadanie pornografii dziecięcej przez posła socjaldemokracji i przeciekami informacji o postępowaniu do podejrzanego). Dwa, że niemiecka kanclerz kieruje się twardą „Realpolitik”, a ta nie przewiduje angażowania się w awantury, których zakończenie nie jest przewidywalne, zwłaszcza jeśli oznaczałoby to pogorszenie dobrych stosunków z Rosją – a te mają dla Berlina strategiczne znaczenie. Trzy, że przenoszenie wewnętrznych kłótni za granicę i szukanie tam możnego protektora przeciwko własnemu państwu na nikim nie robi dobrego wrażenia. I wreszcie cztery: Niemcy doskonale zdają sobie sprawę, że demonstrujący na Majdanie nie stanowią większości społeczeństwa, że są wśród nich ugrupowania neonazistowskie i skrajnie nacjonalistyczne, i że „opozycja” nie tworzy zwartego bloku, a pan Kliczko jest liderem raczej medialnym, niż politycznym. I że nie ma on najmniejszej podstawy, by czegokolwiek od kanclerza Niemiec „żądać”.


Michał Soska

Komentarze

Imię/nick *
URL
Kod   
Wyślij komentarz