Start Myśl Polska Adam Śmiech: Paranoje powszechne

Adam Śmiech: Paranoje powszechne

Współczesny świat postchrześcijański jest postawiony na głowie. Dla epigonów starego świata to truizm, niemniej warto i trzeba o tym wciąż pisać, żeby – daj Boże – otworzyć oczy ludziom, którzy za normalność uważają obecny, wszechstronnie patologiczny, system społeczno-gospodarczo-polityczny. Weźmy na ten przykład wypadki. Przykłady z życia, które ilustrują patologię wypływają z panującego dziś przekonania o konieczności zapobieżenia wszelkim zdarzeniom losowym.



Przekonanie to przeradza się w codzienną paranoję. Kiedyś wypadki, również oczywiście te śmiertelne,  stanowiły nie chciany, ale zrozumiały i w pewnym sensie mentalnie akceptowany przez ogromną większość społeczeństwa, element rzeczywistości, codzienności. Ot, takie jest życie, w którym ryzyko stanowi składnik nieodłączny. Nie oznaczało to oczywiście braku współczucia, przeciwnie. Tymczasem dzisiaj, przynajmniej w mediach, współczucie, jeśli w ogóle, występuje dopiero po wywodach o kwestii winy poszkodowanego (!). Dzisiaj zdarzenia losowe, to już nie kronika wypadków, stanowiąca kiedyś obok nekrologów i sportu, stały zestaw przydatny do wykpiwania horyzontów myślowych półinteligentów, lecz główne wiadomości dnia, często roztrząsane przez wiele kolejnych dni. Towarzyszy temu obsesja na punkcie uniknięcia wypadków. Tak przynajmniej to wygląda, zwłaszcza u dziennikarzy i polityków, choć może niektórzy naprawdę wierzą w to, co mówią i proponują.


Realizacja pomysłów będących pochodną paranoi stanowi zagrożenie dla wolności i prowadzi do totalitaryzmu. To wszystko są elementy układanki, źródłem jest jednak zanegowanie ryzyka jako normalnego składnika ludzkiego życia i chęć jego niemal całkowitego wyeliminowania wszelkimi środkami. Nie ma naturalnie nic zdrożnego w zmniejszaniu ryzyka, w ostrożności, przezorności, zwłaszcza w ujęciu indywidualnym, jednak w przypadku państwa, bądź organizmów ponadpaństwowych jak Unia Europejska, trzeba z tym bardzo uważać, bo wkrótce obudzimy się w powszednim więzieniu, totalnie inwigilowani nie tylko na ulicy i w pracy, ale we własnym domu i samochodzie, naturalnie dla naszego dobra, aby tylko nie przytrafił się nam jakiś wypadek, bądź byśmy nie zatruli się wędzoną wędliną (frytkami, napojami gazowanymi, cukrem, solą i czym tam jeszcze). Że przy okazji kontroli podlegał będzie każdy inny aspekt naszego życia, to już nie wszyscy zauważą... I tak, krok po kroku zabiera się naszą wolność, ogranicza własność itd. Poligonem doświadczalnym jest ruch drogowy a raczej próba sprawdzenia przez totalitarystów, jak daleko mogą posunąć się w gnębieniu kierowców. Nie jest to ani zabawne ani nieważne. Powszechnie obowiązujące kolejne zakazy i nakazy, mające coraz częściej charakter inwigilacji, uderzają w normalną większość w o wiele większym stopniu niż w niewielką mniejszość i tak mającą w głębokim poważaniu wszelkie przepisy. A przecież kierowcy, których są miliony, są odbiciem społeczeństwa.


Unia Europejska i jej kraje członkowskie uprawiające nadprodukcję przepisów prowadzących do zniewolenia jednostki to tylko jeden aspekt problemu. Nadto mamy do czynienia z sytuacją postępującego ograniczania praw państwa narodowego w Unii Europejskiej. Nie dziwi to o tyle, że od początku taki był cel twórców UE. Dziwi natomiast, że Unia Europejska zyskuje całkiem niespodziewanych sojuszników. To że czynią to siły (PO) popierające dalszą integrację wewnętrzną UE, jest naturalne. Jeżeli jednak czyni to PiS, uchodzący wśród wielu swoich zwolenników za partię eurosceptyczną, a nawet za obrońców niepodległości i suwerenności Polski (pozostawmy w tym momencie na boku kwestię oczywistej odpowiedzialności partii Kaczyńskich za Traktat Lizboński), to jest to dowód nie tylko na brak przemyślanego, całościowego programu wobec UE, ale na zasadniczą prounijność tej partii, która hurrapatriotyczną retoryką mydli oczy swoim wyborcom. Tymczasem w praktyce Prawo i Sprawiedliwość agituje za włączeniem do UE Ukrainy, wiedząc, że niezależnie od kwestii geopolitycznych, oznacza to skok „obcych na kasę”, zagładę części przemysłu i rolnictwa, a przede wszystkim, poważne ograniczenie suwerenności państwowej. Kiedy David Cameron próbuje, w dość błahej sprawie (ale jednocześnie pokazującej jak wiele udało się już do tej pory uzyskać eurofederalistom) ugrać coś dla swojego kraju, PiS robi cyrk medialny z oświadczeniami, listami i telefonami do Camerona, podczas gdy należało go oczywiście poprzeć, gdyż bronił atrybutów państwa narodowego.


Atak na wolność jednostki i na suwerenność państwa narodowego trwa więc


w najlepsze. Poparcie dla PIS-u i PO zaś wciąż wysokie. Może ludzie wolą być niewolnikami w unijnym kantonie, a może nie dociera do nich prawda przez ścianę medialnej propagandy. Spróbujmy im pomóc.


Adam Śmiech

Myśl Polska, nr 5-6 (2-9.02.2014)

Komentarze

Imię/nick *
URL
Kod   
Wyślij komentarz